24 lipca 2017

- Mógłbyś przestać patrzeć się na mnie jak na małe dziecko, bardzo ja ciebie proszę? – Omitsu warknęła na niego, groźnie łypiąc oczami. Dziewczyna odrzuciła skołtunione pasma kasztanowych włosów z ramion ręką pokrytą ziemią i krwią. Fumiya rzucił jej spojrzenie z ukosa, marszcząc brwi.
- Przecież ty jesteś dzieckiem, Omitsu. – prychnął w końcu.
- No i właśnie o tym mówię. – warknęła ponownie, stając przed nim stanowczo.
Chłopak wpadł na towarzyszkę, mrucząc przy tym przekleństwa. Spojrzał na nią z góry, choć jego 12cm przewaga pod względem wzrostu zbyt dużo mu nie dawała. Twarde spojrzenie nastolatki działało dużo lepiej, ale nie mógł powstrzymać się od denerwowania jej. Kogoś trzeba było doprowadzać tutaj do szału.
- Odczep się ode mnie, kobieto. – mruknął, przesuwając ją mimo wszystko delikatnie.
- Jacy faceci są czasem tępi.
Fumiya rzucił jej spojrzenie przez ramię.
- Gdybyś chodź raz spróbował mnie posłuchać, może nie musielibyśmy być teraz pokryci piachem i ziemią. – powiedziała oskarżycielskim tonem.
- Gdybyś nagle nie rzuciła się na nich z nożem do papieru w dłoni, krwi pewnie też by nie było. – odparł Fumiya, przemilczając fakt, że on ruszył zaraz za nią, jedynie z gołymi pięściami. – A poza tym. Jestem starszy.
- Ale za to głupszy.
- A ty jesteś wrednym, małym szczurem.
- Jestem przeciętnego wzrostu! – obruszyła się Omitsu.
Fumiya patrzył się na nią przez dłuższą chwilę, a przyjaciółka spoglądała na niego z coraz większym zaciekawieniem, a wybuch złości zacierał się w jej czekoladowych oczach.
- Naprawdę wściekłaś się najpierw o wzrost? – spytał niewinnie.
Mord na nowo zabłysł w jej oczach, ale nim nóż do papieru zdążył wplątać się do akcji, drzwi otworzyły się na oścież, a szef dosłownie na nich wpadł.
- O, wróciliście. Dostałem telefon, dobra robota. – Kuranosuke obdarzył ich krótkim spojrzeniem, przeglądając plik dokumentów. – Wyglądacie lepiej niż… - szef jeszcze raz się im przyjrzał, po czym pokręcił głową. – Zapomnijcie.
Mężczyzną przeszedł pomiędzy nimi, a towarzysze rzucili sobie krótkie spojrzenie, uśmiechając się do siebie porozumiewawczo. Skierowali swoje kroki z powrotem ku salonowi na trzecim piętrze, wracając do bezsensownej sprzeczki.
- Panie przodem – mruknął szyderczo Fumiya, kłaniając się teatralnie w stronę drzwi. Omitsu przewróciła oczami i z równie szyderczym uśmieszkiem, ukłoniła się.
- Starsi przodem.
Fumiya uniósł jedną brew do góry, naciskając na klamkę, po czym rozglądając się po pokoju, zatrzymał się, przemyślał sytuację przez krótką chwilę i spojrzał prosto na Aratę.
- Co ty odpierdalasz?
- O mój boże, to kakadu! – Omitsu podskoczyła jak małe dziecko, podbiegając do przyjaciela.
Arata spojrzał przeciągle na Fumiyę, podczas gdy jego usta rozszerzał uśmiech.
- Nawet się nie waż powiedzieć, że „to kakadu”.
Arata odwrócił głowę i zaczął gwizdać. Omitsu prychnęła i ostrożnie pogładziła ptaka po brzuszku. Papuga z początku przesunęła się trochę w głąb przedramienia Araty, ale szybko przełamała się pod wpływem czułego głaskania. Omitsu uśmiechnęła się szerzej, a Arata spojrzał okazjonalnie na Fumiyę. Chłopak wciąż tkwił w bezruchu, obserwując ich bacznie, w lekkim niedowierzaniu. Przyjaciel pokazał mu język.
- Dobra. Serizawa, co ty odpierdalasz?
- Kupiłem nam maskotkę. – odparł białowłosy.
Fumiya oparł się o stół, patrząc się na przyjaciela jak na wariata.
- Kupiłeś nam maskotkę. – powtórzył, nie spuszczając wzroku z papugi, która właśnie uczepiła się palców Omitsu i domagała się czułości trąc główką o podbródek dziewczyny.
- Nie patrz się tak, przecież kakadu nie zamorduje Omitsu. – zaśmiał się Arata.
Fumiya przemilczał jego uwagę i przeniósł wzrok z powrotem na przyjaciela.
- Kupiłeś maskotkę.
- Dokładnie.
- Kupiłeś maskotkę dla organizacji morderców.
- No tak.
- Na cholerę seryjnym mordercom kakadu?
- Spokojnie, przecież my mordujemy ludzi, nie zwierzęta. Nikt nie zje kakadu. – mruknęła Omitsu, nie przestając głaskać nowo zdobytego przyjaciela.
- Omitsu, błagam cię. Nie powiesz mi chyba, że to logiczne.
- Że nikt tutaj nie zje kakadu. No raczej. Gorzej by było gdyby Arata kupił nam kurczaka.
Fumiya w ciszy mordował dziewczynę wzrokiem. Arata po chwili wybuchnął śmiechem.
- Ludzie, jak ja was kocham!
- A ja z wami nie wytrzymuję! – Fumiya wyrzucił ręce do góry. – Czy tylko mi wydaje się bezsensowne trzymanie kakadu?
Omitsu i Arata spojrzeli po sobie. W oczach dziewczyny pojawił się przebłysk zrozumienia.
- No właśnie. Kakadu potrzebuje imienia.
Fumiya spojrzał na ścianę i poczuł nieodpartą chęć uderzania w nią głową, aż w końcu straci przytomność i jego męki zostaną skrócone.
- Masz jakiś pomysł? – Arata potarł brodę, przyglądając się papudze.
- Nazwiemy go ‘Kasanmurha’. – zadecydowała.
- To ona. – szepnął konspiracyjnie Arata.
Omitsu krótko odchrząknęła.
- Nazwiemy ją ‘Kasanmurha’. – powtórzyła z kamienną twarzą.
Fumiya obrócił się w stronę przyjaciółki z konsternacją.
- Co to w ogóle znaczy? – spytał z czystej ciekawości, patrząc w zezowate oczy papugi.
- To z fińskiego. „Ludobójstwo”. – odparła Omitsu. Zarówno Fumiya i Arata spojrzeli przeciągle na przyjaciółkę, a kiedy zrozumieli, że jest śmiertelnie poważna, Arata zmarszczył brwi z troską, a Fumiya przybrał swoją typową, zdegustowaną minę.
- Kobieto, co ty brałaś…? – Omitsu, słysząc te słowa, pokazała mu język.
- Hmm… Czy to na pewno nada się na rodzaj żeński?
- Arata, naprawdę to cię zastanawia? – Fumiya spojrzał na białowłosego, mrużąc oczy. W błękitnych oczach mordercy pojawiło się zrozumienie i pokiwał głową. Spojrzał spokojnie na Omitsu.
- Skąd ty w ogóle znasz fiński?
- Zabiję waszą dwójkę jak Boga kocham. – Fumiya ukrył twarz w dłoniach.
- Nie znam. – odparła Omitsu spokojnie. – Nauczyłam się słowa ludobójstwo w 25 językach.
- Łał, tobie się naprawdę nudzi, co? – Arata uśmiechnął się do niej rozbawiony.
- Tak… na wszelki wypadek. Jak jakiś obcokrajowiec się na mnie rzuci, to może jedno słowo rozpoznam. – roześmiała się Omitsu.
- Umiesz słowo ‘ludobójstwo’ w 25 językach, a nie umiesz nauczyć się szeregu homologicznego alkenów. – prychnął Fumiya.
- Przynajmniej nie patrzę się na Kasanmurhę jak na potwora.
Papuga skrzeknęła z aprobatą, po czym zezując na Fumiyę, przekrzywiła głowę o 90 stopni i wlepiła w niego pokraczne spojrzenie. Chłopak wzdrygnął się.
- Boże, co ona robi?
- Właśnie planuje twoją krwawą śmierć.
- Omitsu.
Dziewczyna roześmiała się, podrywając rękę trochę do góry, pozwalając papudze przelecieć kawałek i przycupnąć na stole. Arata rozsypał jej trochę orzeszków, a Kasan z wielką radością zaczęła pałaszować przysmaki.
- Sądzę, że powinienieś ją chociaż pogłaskać. Kakadu umieją być wredne gdy kogoś nie lubią. – Arata poklepał przyjaciela z troską po plecach, uśmiechając się szelmowsko, gdy tamten obrzucił go morderczym spojrzeniem.  
- A ja sądzę, że czas zrobić rosół.
Kakadu zastygła w bezruchu i trwała tak dopóki cała trójka nie spojrzała na nią. Przyjaciele wpatrywali się w papugę z zaciekawieniem, a Omitsu rzuciła jej orzeszka. Kasan zbytnio nie zainteresowała się nim, patrzyła się na Fumiyę. Po czym nieudolnie machnęła nóżką parę razy.
- Czy ona do mnie macha? – spytał Fumiya, przyglądając się z fascynacją ptakowi.
- Sądzę, że chce cię zabić.
- Arata, błagam, ty też?
- Przede wszystkim ja, Fumiya.
- Nie ważne, zapomnij. – chłopak machnął ręką, a Kasanmurha poderwała się do lotu i przysiadła na jego ramieniu, z rozpostartymi skrzydłami niczym orzeł. Fumiya wzdrygnął się, co wywołało salwę śmiechu. Arata i Omitsu, nawet na siebie nie spojrzawszy, przybili sobie piątkę.
Fumiya westchnął patrząc się na papugę.
- W sumie to może się przydasz. – mruknął, wychodząc z pokoju.
- Ej a ty dokąd? – zawołał za nim Arata.
- Przecież powiedziałem, że trzeba zrobić rosół.
Omitsu i Arata zastygli w niemym przerażeniu, zdając sobie sprawę, że ich nowe, ukochane dzieciątko trafiło w ręce potwora. Po czym zerwali się synchronicznie, wrzeszcząc w panice i przepychając się w drzwiach.
- FUMIYAAAAA!!!
Ale ku ich zdziwieniu chłopak zatrzymał się z papugą na ramieniu, a oni ledwo wyhamowali. Spojrzeli ponad jego ramieniem i zobaczyli uśmiechniętą szeroko Shuuko. Kobieta roześmiała się.
- Właśnie mi się tak wydawało, że dzieje się coś zabawnego, bo słychać was na pół ulicy. – Shuuko zasłoniła dłonią usta, by ukryć uśmiech. – Miło, że przynajmniej wy zachowujecie tutaj resztki normalności. – Uśmiechnęła się do siostry.
- Gdzie ty tu widzisz normalność, słońce? – Fumiya przewrócił oczami, zakładając krótki kosmyk za jej ucho.
Shuuko uśmiechnęła się w odpowiedzi i pogładziła papużkę z czułością.
- Miło, że będziemy mieć jakieś zwierzątko. – stwierdziła, patrząc się z tkliwością na kakadu. Ptak potarł głową o szyję Fumiyi, wyraźnie domagając się atencji. Shuuko uśmiechnęła się czule. – Nie wydawałeś się nigdy wielbicielem zwierząt, Fumi. Miłe zaskoczenie. – położyła mu dłoń na ramieniu. – Dobra, muszę lecieć, Kuranosuke mnie szukał.
Fumiya patrzył się jak kobieta odchodziła w głąb korytarzy. Arata stanął obok niego ramię w ramię i lekko przechylił głowę w jego stronę, tak że jego luźny, biały warkocz zsunął się z ramienia. Odchrząknął konspiracyjnie.
- Jesteś pewien co do tego rosołu?
Fumiya spojrzał na niego beznamiętnie.
- Co w ogóle kakadu potrzebuje do przeżycia?
Arata roześmiał się. Omitsu zacmokała, kręcąc głową.
- Faceci. – zacmokała z zażenowaniem, po czym zagwizdała i Kasanmurha przysiadła na jej ramieniu. – Chodź moja droga, bo ty z nimi to długo nie pożyjesz. Znajdziemy ci coś bardziej odżywczego niż orzeszki.
- Co może być bardziej odżywczego niż orzeszki!? – zawołał za nią Arata, gdy dziewczyna zniknęła za zakrętem. Już nic nie odszczekała w odpowiedzi.

Fumiya po chwili wzniósł oczu ku niebu, nie mogąc uwierzyć, że po od dzisiaj papuga została członkiem Kaminari. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz