24 marca 2016

Splamiona krwią ~ Krwawa Truskawka ~ Rozdział 3

Rozdział 3

W przeciągu kilku minut wjechaliśmy na opustoszały parking. Jedyna latarnia, dająca jakieś źródło światła migała ostrzegawczo, jakby mówiąc, że stanie się coś złego. Przy tym niedużym parkingu stał dość stary, obskurny budynek z neonowym znakiem z nazwą baru.
Tsuneari wziął głęboki oddech i zaciągnął ręczny hamulec, wysiadając z wyraźną ulgą z samochodu. Wolałam przemilczeć sprawę kierowania, przynajmniej na razie. Zdążyłam trafić na gorszych kierowców. Miyoko jednak posłała mu pełne politowania spojrzenie.
- Widzisz, nie było tak źle… - powiedziała spokojnie, klepiąc go po ramieniu.
- Oj, zamknij się… - burknął Tsuneari, strząsając jej dłoń.
- Ale teraz przynajmniej nie stanął w płomieniach…
- Miyoko! – rzucił z wyrzutem chłopak, ale kobieta zniknęła za drzwiami baru.
Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy Tsuneari opuścił wyciągniętą za nią dłoń i przejechał palcami po włosach, śmiejąc się z siebie cicho. Obejrzał się na mnie.
- Jak wrócimy, z chęcią wysłucham historii o tym palącym się aucie. – wyszczerzyłam się do niego, a on popchnął mnie w stronę drzwi, kwitując nasze docinki jedynie kręceniem głowy. Jednak uśmiechu też nie mógł się pozbyć.
Bar wyglądał dość typowo – utrzymany w brązowych odcieniach, boksy pokryte skórą, a na wprost drzwi wyposażony bar z typowo wyglądającym barmanem. Na wokół tego wszystkiego unosił się zapach drinków i tłuszczu.
- No w końcu jesteście. – Meiji uniósł dłoń na powitanie, odwracając się od lady.
Jun i Koichi wychylili się zza niego i pomachali nam.
- Szczerze śpieszy mi się na tyle, że nie wymyślę żadnej kreatywnej odpowiedzi. – rzuciła Miyoko, siadając na stołku obok Juna.
- Dawajcie co macie. – zawołałam bojowo, siadając na blacie. Tsuneari stanął po drugiej stronie baru, a cała nasza grupka nachyliła się nad szybko rozrysowanym planem.
- Nie chwaląc się, sam to rysowałem. – rzucił z dumą Koichi.
- Widać. – prychnęliśmy prawie w tej samej sekundzie, ale nim ogarnął nas wesoły nastrój Miyoko opamiętała siebie i nas.
- Macie jakikolwiek plan, albo informacje?
- Wiemy, że na sto procent jest nad rzeką, przy tym nieszczęsnym parkingu. Zdążyliśmy ustalić, że zamknęli ją w tej budce, gdzie pobierają opłaty za postój. – oznajmił Meiji rzeczowym tonem. – Największy problem jednak stanowi to, że są na otwartym terenie, i jak na nasze standardy, wręcz zbyt dobrze oświetlonym.
- A skąd macie pewność, że to akurat tam? – wtrąciłam.
- Wiesz, młoda, może mój bar jest stary, ale zainwestowałem ostatnio w monitoring. – prychnął barman, wycierając wprawnym ruchem szklanki.
Spojrzałam na niego z ukosa, trochę niepewnie. Jun wychwycił moje spojrzenie i uśmiechnął się uspokajająco.
- Nie cykaj, Ichigo. Yamada to swój chłop! – wyszczerzył się do faceta. – Yamada, weź jeszcze zrób nam coś do picia, tak na rozruszanie przed akcją!
- Twój wewnętrzny alkoholik znów się odzywa. – mruknęła Miyoko, ale z wdzięcznością przyjęła drinka, który wcisnął jej Jun.
Ów Yamada wręczył mi do ręki mieszankę soków, patrząc się na mnie i Tsuneariego przeciągle. Przez krótką sekundę dostrzegłam w jego oczach przebłysk współczucia, ale dość szybko burknął na Tsu, który wyżłopał sok duszkiem.
- Nie wiem jakie macie zwyczaje… „tam”, ale nie dam wam alkoholu dopóki nie będzie wyglądać na pełnoletnich. – powiedział gburowato, lecz Tsuneari tylko się do niego wyszczerzył.
Meiji odchrząknął.
- Wracając może do spraw ważniejszych niż poziom trzeźwości… - wskazał jakiś punkt na mapie. – Jest minimum trójka, więc powinniśmy sobie poradzić, choć teraz przygotują się na nasze przybycie. Miyako jest gdzieś w środku. – powtórzył byśmy sobie to zakodowali. – Plan A jest taki: przemykamy się niepostrzeżenie do tej klitki, Tsuneari, Koichi i Jun odciągają obecną tam trójkę, Miyoko i Ichigo wbijają do środka, a ja sterczę tam w asyście i kryję plecy. Jakieś pytania?
- Czy to nie jest zbyt ryzykowna akcja jak na odbijanie zakładnika? – Tsuneari spojrzał z powątpiewaniem na krzywą mapkę.
- Właśnie, a jak Miyako się coś stanie? – Koichi również dołączył się do obaw.
Spojrzałam po nich, nie rozumiejąc czemu nie dostrzegają najważniejszego problemu.
- A co zrobimy gdy nas zauważą na początku?
- No i tu jest pies pogrzebany. – jęknął Meiji, przeczesując dłonią czarne włosy. – Wtedy jedziemy na żywioł i robimy im piekło.
Wbiliśmy w mężczyznę uporczywe spojrzenie, licząc, że to co powiedział było tylko kiepskim żartem. Nie było.
- Czasami, słuchając twoich strategii, naprawdę uważam, że działasz lepiej niż Mikuru, ale gdy trzeba planu B i C to leżysz i kwiczysz. – rzuciła zjadliwie Miyoko.
- Tsa, dzięki. – Meiji przewrócił oczami.
- Ale Miyoko ma po części rację. – stwierdził Tsuneari. – Mogą zdążyć ją zabić nim my dorwiemy ich.
Dyskusja coraz bardziej się rozwijała i pewnie marnowalibyśmy cenne minuty na dalsze wymyślanie coraz to „mądrzejszych” planów, gdyby nie to, że barman uniósł oczy ku górze i poszedł na zaplecze. Wychyliłam się za nim, ciekawa co ma zamiar zrobić.
- Też wy macie problemy. – zawołał z innego pokoju. – Przecież to stara ulica, wszystko jest połączone ze sobą szeregowo, jak jeden budynek wysiądzie, to spierniczy się cała reszta.
- Yamada, masz u nas dług wdzięczności! – wykrzyknął Meiji, doznając najszybciej z nas olśnienia. – Nie gapcie się tak, tylko zbierajcie!
Barman pojawił się w drzwiach i machnął na nas wyganiająco dłonią.
- W skrócie mówiąc, tumany, mam tutaj korki i jak je wywalę to pogasną na jakieś 5 minut latarnie przy tym parkingu.
Nasza grupa uśmiechnęła się do siebie chytrze, kładąc instynktownie dłonie na rękojeściach mieczy. Barman wzdrygnął się lekko, ale nie winiłam go – kiedyś również brzydziłam się takimi ludźmi.
Wychodząc z baru, Jun obejrzał się z powątpiewaniem na Yamadę.
- Yamada, ty coś od nas będziesz chciał, prawda? – spytał krótko.
Barman, po chwili wewnętrznej walki, zakrył twarz dłonią.
- Nie wierzę, że to mówię, ale… potrzebuję usługi od takich jak wy, a nie mam kasy, więc…
Jun zmrużył oczy i już chciał powiedzieć, że to stosunkowo za mało, ale słysząc jeszcze ich rozmowę, kopnęłam go w łydkę. Gdy blondyn zamilknął, spojrzałam poważnie na barmana.
- To coś drobnego?
- Tak, tak mi się wydaje… - odrzekł niepewnie.
- To to wezmę. – zgodziłam się. – Za darmo.
Mężczyzna rozszerzył oczy z niedowierzania, ale zdążyłam już wypchnąć Juna ze sklepu i siebie z resztą też. Gdy drzwi prawie się domknęły, zdążyłam usłyszeć jego ciche podziękowanie.
***
 Yamada wywiązał się idealnie ze swojego zadania. Zdążyliśmy zatrzymać się na ledwo kilka sekund w ostatnim, zacienionym miejscu, gdy okoliczne światła zgasły jednocześnie. Ulica pogrążyła się w ciemności, a w oddali rozległy się ciche przekleństwa. Zamrugałam kilkakrotnie by przyzwyczaić oczy do ciemności.
- Dobra chłopaki. – szepnął Meiji, podświetlając zegarek. Na szczęście zakrył swoim ciałem neonowe światło. – Yamada nie utrzyma ciemności przez dłużej niż 6 minut. – Spojrzał na nich poważnie swoimi piwnymi oczami. Teraz dostrzegłam w nich nutkę ukrytego geniuszu. – Nie dajcie się zabić.
- Przyjęto. – odszepnęli zgodnie i wypadli zza płotku. Po ułamku sekundy pochłonęła ich ciemność.
Nasza pozostała trójka obsunęła się, kryjąc zza niewysoką barierką.
- Skąd będziesz wiedzieć, że wszystko idzie zgodnie z planem? – szepnęła Miyoko, obracając sztylet w dłoni.
- Zaufaj mi. – odparł. – Dźwięki potrafią powiedzieć wiele więcej niż dałoby się dostrzec oczami. Po prostu nasłuchujcie.
Wzięłam głęboki oddech, wiedząc, że przerywanie ciszy bezsensowną gadaniną nie pomoże w niczym. Zamknęłam oczy, skupiając się na dobiegających odgłosach.
Pukanie do drzwi. Skrzypnięcie. Wściekły okrzyk. Pojedyncze szczęk metalu. Kolejne okrzyki. Pierwsze dźwięki walki, między które wkradł się szczęk ostrzy. Zmarszczyłam brwi. Zaczynałam się gubić w gamie dźwięków. Zaczęli biec, ale pojedyncze kroki zlały się w jedność.
- Dobra, ruszamy. – zarządził Meiji, spoglądając kątem oka na zegarek. – Mamy jakieś 3 minuty nim przywrócą prąd. Trzeba je wykorzystać.
Zaufałam mężczyźnie i wyrwałam się do przodu jako pierwsza.
- Meiji – szepnęłam. – Skąd wiedziałeś, że zadziałało?
- Często ćwiczyłem rozpoznawanie dźwięków. – odparł. – Ale wszystkiego nauczył mnie Koichi. Pod względem wykorzystania zmysłów, ma opanowane wszystko do perfekcji. 
- Nie mamy na to czasu. – mruknęła Miyoko, kładąc dłoń na klamce.
Wyciągnęłam bezszelestnie broń z kabury, stając przed drzwiami do kantorka. Skinęłam głową bez zbędnym słów, a towarzyszka nacisnęła klamkę, przepuszczając mnie do środka. Weszłyśmy do pomieszczenia błyskawicznie, a Miyoko zamknęła za nami drzwi, by nie wzbudzać podejrzeń.
Zmrużyłam oczy – było tu jeszcze ciemniej niż na zewnątrz, a niewielkie okna i tak były przysłonięte przez rolety. Z początku bałam się nawet głośniej odetchnąć, czy nawet poruszyć. Mogłam sobie tylko wyobrazić jak punkt poboru opłat może być zawalony gratami, jeśli spędza się tu całe dnie. Miyoko również nie pisnęła nawet słowa, ufając instynktowi.
Miałam już robić pierwszy krok, ale wtedy do moich nozdrzy doszedł ten metaliczny, nawet zbyt dobrze znany mi zapach. Krew. Serce stanęło mi dosłownie na sekundę, chwilę później wytłumaczyłam sobie, że krew nie jest od razu wyznacznikiem śmierci.
Ruszyłam do przodu ostrożnie, ale zastygłam na chwilę. Nasłuchiwałam uważnie, mając przez chwilę wrażenie, że słyszę zbyt dużo. Gdy odwracałam się do Miyoko ze swoimi przeczuciami, ona popchnęła mnie lekko, czując, że lepiej odnajduję się w ciemności niż ona.
Udało mi się zachować bezszelestność, choć moje palce zahaczyły o fotel obrotowy. Zapach krwi nasilił się przy prawdopodobnym końcu pomieszczenia, a ja poczułam, że stoję na jakimś kocu. Uśmiechnęłam się półgębkiem.
Kanapa. Bingo.
Kucnęłam i tknęłam delikatnie ramienia Miyako. Było ciepłe, ale kobieta nawet nie drgnęła. Czyli jest nieprzytomna. Niedobrze.
Obróciłam się, gotowa odezwać się w końcu w tej przerażającej ciemności. Zamknęłam usta, słysząc coś na kształt potykania się o wszystko. Miyoko stęknęła głucho, a ja już miałam rzucić uwagę o jej niezdarności, gdy ktoś zamknął drzwi. Od wewnątrz.
Ogarnął mnie strach.
Zerwałam się na równe nogi, trzymając miecz w pozie bojowej, skierowany w stronę drzwi. Żarówka parę razy zaskwierczała, po czym rozbłysła nikłym, ciepłym światłem, rozjaśniając zawalone pomieszczenie.
Syknęłam ze złością, wbijając mordercze spojrzenie w Masahiro. Mężczyzna trzymał w żelaznym uścisku Miyoko, zasłaniając jej usta, a drugą ręką trzymał nóż blisko jej boku.
- Masahiro. – wycedziłam, siląc się na spokój. – Puszczaj ją.
Jedynie prychnął, a gdy Miyoko szarpnęła się, wbił palce w jej twarz.
- Z tego co wiem miałeś pobiec za resztą. – rzuciłam nonszalanckim tonem. – A powinieneś. Teraz my mamy przewagę liczebną. – przybrałam pozycję gotową do ataku.
Za moimi plecami rozległ się śmiech.
- Jesteś tego taka pewna, Kanegawa?
Najwyraźniej nie zdołałam opanować przerażenia zmieszanego z szokiem, bo Masahiro również się roześmiał. Obróciłam się połowicznie do właścicielki głosu, by nie spuszczać drugiego przeciwnika z oczu. Na moją twarz znowu wpełzła maska nienawiści.
- Katherine Zayan. – przywitałam się zjadliwie. – Jesteś ostatnią osobą, której się tu spodziewałam.
Blondyna uśmiechnęła się szyderczo i zeskoczyła z biurka. Jej ruchy były płynne, a obecność dopiero teraz zaczynała się ujawniać. Mimowolnie poczułam do niej respekt, który mnie obrzydzał. Szefowa Fubuki odgarnęła swoje jasne włosy z ramion z gracją, po czym wbiła we mnie chłodne, jasnozielone oczy.
- Gdyby Fumiya trochę bardziej przyłożył się do takich drobnostek jak kształtowanie instynktu, to wiedziałabyś od początku, że sobie tu stoję. – rzuciła szyderczo. – Chociaż muszę powiedzieć, że jakieś przeczucie miałaś, Kanegawa.
Zacisnęłam palce na rękojeści miecza.
- Spokojnie, żadne z nas nie zamierza walczyć. – powiedziała spokojnie, po czym spojrzała kątem oka na Miyoko i Masahiro. – No cóż, przynajmniej ja.
- Co ty tu robisz? – spytałam, siląc się na minimalny respekt. Na razie Katherine miała nas w garści.
- Cóż, to moja organizacja i moi ludzie, więc nie dziwne, że w zleceniach ode mnie też biorę udział. I nie, wcale cię nie szukałam, Kanegawa. Jeszcze nie. – uśmiechnęła się szyderczo. – Ale skoro przyszłaś wprost do mnie, ułatwia mi to sprawę.
Napięłam mięśnie, pewna, że mnie zaatakuje. Spojrzałam na ułamek sekundy na Miyoko, modląc się, że uda jej się na czas wyswobodzić.
Cholera, Meiji, trzeba było nam kryć przody, a nie tyły.
- Zakładam, że pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, prawda? Przez moją nonszalancję prawie się wykrwawiłam. I mogę spokojnie wskazać ciebie na jedną z osób, które naprawdę zalazły mi za skórę. I których istnienie z wielką chęcią wymazałabym z tego świata, lecz… – po plecach przebiegł mi dreszcz, ale Katherine obdarzyłam tylko morderczym spojrzeniem moich granatowych oczu. – No właśnie. Po tych kilku miesiącach dostrzegłam w twoich oczętach coś… rzadkiego. Specjalnego. Krwawego. – rozciągnęła usta w szerokim, diabolicznym uśmiechu. – Postanowiłam dać ci szasnę wyboru swojej drogi jeszcze raz. Zainteresowałaś mnie…
- Słyszałam już to.
Nie zdążyłam powstrzymać tej przesiąkniętej sarkazmem odzywki, a blondyna spojrzała na mnie ze zdumieniem.
- Słyszę to już trzeci raz. Jesteś interesująca. – przedrzeźniłam Igarashiego i Ryujiego, którzy powiedzieli mi to wcześniej. – Szczerze nie rozumiem waszej fascynacji mną. Zaczyna mnie to nudzić.
Katherine wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem. Przez chwilę miałam wrażenie, że wybuchnie śmiechem tak jak niegdyś Ryuji, ale ona zaczęła cmokać z niezadowoleniem, kręcąc głową. Podniosła na mnie wzrok po chwili. Powstrzymałam się od cofnięcia się od krok.
- Kanegawa. Dawałam ci szasnę. – wycedziła. – A ty ją zmarnowałaś.
- Mnie zastanawia czemu wszyscy marnują na mnie swój „cenny czas”. Czy naprawdę wyglądam na taką chętną do zdrady? – podniosłam lekko głos, mając nadzieję, że Meiji zainteresuje się tym. Niby nie minęło na tyle czasu by można zacząć się martwić.
Masahiro nie zaczął bardziej przyduszać Miyoko, co bardzo mnie uspokoiło. Najwyraźniej mój cięty język nie tylko mnie wprawiał w osłupienie.
- Czemu tak bardzo chcesz zostać w Kaminari? – Katherine odzyskała przez ten moment względny spokój, choć wbijała swoje paznokcie w ramiona. – Myślisz sobie, że Fumiya jest mądrym szefem i szybko rozgryzie kto jest zdrajcą? – prychnęła szyderczo, ale nic nie wtrąciłam, wsłuchując się w słowa. – Wolne sobie. Jest taki mądry tylko dlatego, że moja… - zaczęła, ale ugryzła się w język. – Nie, jeszcze tego nie powiem. Jestem ciekawa, kiedy w końcu się zorientują. Aczkolwiek gdyby nie Mako, nawet nie dostrzegłby zagrożenia. A na pewno nie w prawdziwej osobie zdrajcy.
Wpatrywałam się w nią uważnie, licząc że jeszcze przez chwilę pociągnie wątek szpiegostwa, że pomyli się w swoich gierkach i po analizie znajdziemy jakieś wskazówki. Lecz blondyna spojrzała na mnie z wyższością.
- Naprawdę sądziłaś, że popełnię gafę językową i kogoś wydam? Błagam cię, Kanegawa, nie jestem taka jak Ryuji. On…
Prawdopodobnie umknęła mi teraz bardzo ważna informacja, ale ktoś mocno szarpnął klamką od zewnątrz. Kobieta urwała i westchnęła głośno.
- Myślałam, że załatwią świeżaków trochę później. A tak miło się rozmawiało. – wzruszyła ramionami, sięgając gdzieś za siebie.
- Wiesz, że mamy przewagę liczebną, prawda? Nawet jak my zginiemy, to kantorek stanie się pułapką i chłopaki was wybiją? – mój głos był nadzwyczaj spokojny, biorąc pod uwagę naszą sytuację. – I czy naprawdę sądzisz, że dam się tak łatwo zabić, Zayan? – wycedziłam.
Blondyna jeszcze się zawahała.
- Możesz mi mówić po imieniu. Nienawidzę tego nazwiska. – mruknęła. – Przez nie czułam się obco we własnej ojczyźnie. Moja córka na tyle pałała do niego niechęcią, że stworzyła sobie z niego anagram, który o dziwo brzmi naturalnie w waszym dziwnym języku.
Zmrużyłam brwi. Od początku wiedziałam, że Katherine nie jest z Japonii, ale mimo, że była niedużo po czterdziestce, nie sądziłam, że ma córkę.
- To dość długa historia, Kanegawa. Nie pytaj teraz. – wyciągnęła zza siebie dość długą deskę, stojącą pośród rupieciarni. – Gdybyś była mądra i się zgodziła, dowiedziałabyś się o tym więcej.
Rzuciłam kątem oka wzrok na szarpany coraz bardziej zamek od drzwi, po czym przeniosłam spojrzenie na Katherine, która zataczała kółka kawałkiem drewna. Doskonale wiedziałam, że nawet tak prymitywna rzecz może być w odpowiednich dłoniach śmiercionośna.
Nim jednak zdążyłam rzucić jakąś zjadliwą uwagę na temat jej „broni” stało się kilka rzeczy na raz. Tsuneari wyłamał drzwi z zawiasów, a Miyoko korzystając z utraty równowagi Masahiro, wysunęła się zwinnie z jego uścisku, sięgając po broń. Ja natomiast, niewiele myśląc, rzuciłam się instynktownie w stronę nieprzytomnej Miyako.
Po czym na moją głowę spadła deska, a przed oczami stanęły mi czarne plamy. Przynajmniej ominęło Miyako, przemknęło mi przez myśl, gdy krew zalała mi twarz.
- Teraz żałuję, że wychodzę z organizacji z przekonaniem, że wszystko może być moją bronią. W sumie wtedy też oberwałaś ode mnie w łeb. – zaśmiała się. Niewidzącym wzrokiem, dostrzegłam, że Masahiro przepchał się przez chłopaków, ale był już cały we krwi. – Teraz najwyraźniej jesteś twardsza i muszę poprawić.
Ścisnęłam miecz, walcząc z nadchodzącymi mdłościami, lecz nie musiałam nic robić. Tsuneari jak zwykle pojawił się przede mną, rozłupując kawałek drewna na pół.
- A może ja muszę poprawić twoją zabliźnioną ranę, Zayan? – warknął, wbijając nienawistne spojrzenie w ślad po tamtej sierpniowej nocy.
Blondyna zakryła dłonią bliznę, wbijając w niego zirytowane spojrzenie.
- Teraz już całkowicie mam deja-vu. – prychnęła, po czym uniknęła płynnie błyskawicznego cięcia chłopaka i wyskoczyła przez okno, roztrzaskując okno.
- Nie tak prędko, Zayan! – zakrzyknął Meiji, rzucając się za nią w pościg.
W kantorku zapadła cisza, która uświadomiła mi jak bardzo łupie mi w czaszce. Zakryłam zatoki dłonią, przysiadając na skraju fotela. Miyoko wyminęła mnie i dopadła do nieprzytomnej siostry. Nic do niej nie krzyczała, najwyraźniej szanując moją rozbitą głowę. Sprawdziła jej puls i zaczęła ją prowizorycznie opatrywać.
- Ichigo, kontaktujesz? – wiedziałam, że Tsuneari wyszeptał to ledwo dosłyszalnie, ale zabrzmiało jak najprzeraźliwszy wrzask.
- Jakoś. – usiłowałam zatamować palcami krwawienie, gdy chłopak starł rękawem krew z mojej twarzy. – Ale przydałby mi się Ibum Forte.
Tsu uśmiechnął się z ulgą, słysząc, że mam resztki sił na żarty. Miyoko zmroziła mnie wzrokiem, odrywając się na sekundę od siostry.
- Słyszę, że nadal masz ochotę na sarkastyczne odzywki, co? – rzuciła z irytacją. – Myślałam, że poślesz nas obie do grobu!
- Zawsze do usług. – mruknęłam, a czarne plamy przed oczami zwiększyły się
Zachwiałam się, ale Tsu wprawnie mnie przytrzymał. Przestawałam powoli kontaktować. Ostatnie co do mnie dotarło to pytanie Miyoko:
- Nie powinieneś iść pomóc chłopakom?
***
   Ocknęłam się w starej hondzie, którą zwinęliśmy na samym początku. Poderwałam się gwałtownie, ignorując ból głowy. Nogi miałam przerzucone przez Tsuneariego, który wpatrywał się teraz we mnie z ulgą.
- Mówiłem, że ma wprawę w rozbijaniu sobie głowy. – rzucił do ogółu. – Ale wiesz, Ichi, radziłbym ci się położyć. Nawet nie radziłbym, tyle co kazał. – delikatnie chwycił mnie za ramię i położył na prowizorycznych poduszkach zwitych z bluz.
- Dobre i tyle. Szansa na to, że Ryu nas zamorduje jest o 10% mniejsza niż z dwoma nieprzytomnymi osobami. – mruknął sarkastycznie Meiji. – Dobry, Ichigo, witamy wśród przytomnych.
Obok niego było puste miejsce. Ogarnął mnie niepokój.
- Co się stało? – spytałam. – Gdzie reszta?
- Spokojnie, jadą w innym aucie. – powiedział spokojnie Tsuneari. – Nie mogliśmy ciebie i Miyako zmieścić w jednym. 
- Czy wszyscy…?
- Tak, wszyscy wracamy w względnej całości. A teraz choć raz posłuchaj i odpocznij. Na bogów, masz rozbity łeb i się rzucasz.
- Z tą całością to poczekamy aż pogadamy z Sotomurą. – westchnął Meiji. – Może być ciężko. Zwłaszcza, że to pieprzenie o szpiegu nie wygląda zbyt ciekawie. Albo Katherine tylko pozoruje, że mamy zdrajcę.
- Właśnie, Zayan. – podniosłam się, mimo że Tsu westchnął z rezygnacją. – Co z nią?
- Normalka. Rozpłynęła się ze swoim przydupasem w ciemnościach. – prychnął Tsuneari. – Trzeba było za nią od razu lecieć.
- Nie przesadzaj… - zaczęłam, ale Meiji się wtrącił.
- Teoretycznie rzecz biorąc to tak. Z naszej grupy jesteś najbardziej „wykwalifikowany” do takich rzeczy. Ale praktycznie zrobiłeś najmądrzej – zostałeś by kryć plecy i pomóc przy rannych. Zwłaszcza, że naszym celem było odbicie Miyako, a nie ściganie Katherine.
- Skąd ona w ogóle się tam wzięła? – mruknęłam pod nosem.
- A właśnie, Ichigo. Wiem, że masz rozbity łeb i w ogóle, ale nie powiedziała ci czegoś? – spytał z nadzieją.
Zastanowiłam się przez chwilę, śledząc przebieg naszej rozmowy. Przychodziło mi to z trudem przez pulsujący ból. Ale w głowie obijało mi się jedno zdanie.
Naprawdę sądziłaś, że popełnię gafę językową i kogoś wydam? Błagam cię, Kanegawa, nie jestem taka jak Ryuji.
Uśmiechnęłam się szyderczo.

- Prawdopodobnie jej wspólnikiem jest Ryuji Kuno. 

16 marca 2016

Splamiona krwią ~ Krwawa Truskawka ~ Rozdział 2

Rozdział 2

Słowa Miyako podziałały na mnie trzeźwiąco i cofnęłam się błyskawicznie do pokoju, na oślep chwyciłam kaburę z mieczem i ruszyłam z powrotem w jej stronę. Nim jednak zdążyłam przekroczyć drzwi, Ayako złapała mnie za ramię.
- Ayako, puszczaj i zbieraj się. Mamy mało czasu. – syknęłam, wyrywając się jej. Brązowowłosa wbiła we mnie poważne spojrzenie.
- Jesteś pewna, że akurat ty musisz iść? – zapytała, patrząc mi w oczy.
Odpowiedziałam jej zdziwionym spojrzeniem, takim jak zwykle. Jednak ona spuściła wzrok, jakby nie będąc w stanie znieść widoku moich granatowych oczu. Wyczuwając jej ponury nastrój, uśmiechnęłam się krzywo.
- Wiesz, nikogo nie ma i wybór jest dość ograniczony. – rzuciłam, odwracając się. – Ale jak nie chcesz, to zostań. Na tyle mamy ludzi.
- Powinnaś zostać. – powiedziała jeszcze cicho, nie ruszając się z miejsca. Ton jej głosu zaniepokoił mnie, ale obiecałam sobie, że jak to wszystko się rozwiąże porozmawiam z nią o tym. Zamykając drzwi dosłyszałam jeszcze jej szept: - Chociaż raz zostań.
Popędziłam korytarzem w stronę wyjścia.
Dostrzegłam Miyako, która ubierała się pośpiesznie w czarny softshell, a nad nią stał Tsuneari zajadając bułkę z masłem. Kiedy mnie usłyszał, obrócił się z zniecierpliwieniem wymalowanym na twarzy i rzucił krótkie spojrzenie Miyako.
- Widzę, że ty też wybywasz w tempie ekspresowym. – stwierdził na powitanie. – Czy któraś z was powie mi dlaczego tak się śpieszycie?
- Misja Miyoko była blefem. – powiedziałam krótko, przesznurowując buty.
Tsuneari zastygł na moment, po czym wepchnął do ust resztę bułki i popędził w głąb budynku. Miyako spojrzała na mnie pobieżnie, gotowa do wyjścia, i ruszyła w stronę schodów.
- Mówiłaś komuś, że wychodzimy? – spytałam, choć teoretycznie było na to trochę za późno.
- Nie. – odparła krótko. – Miyoko zadzwoniła do mnie raptem kilka minut temu. Więcej opowiem ci po drodze, teraz lecimy na stację. Jak dobrze pamiętam rozkład, zdążymy złapać jakiś pośpieszny.
Usłyszałam za sobą kroki i spojrzałam przez ramię. Po kilku sekundach dogonił nas Tsuneari, dopinając kurtkę i przewieszając sobie kaburę z mieczem przez ramię. Uśmiechnął się do nas zawadiacko.
- Czy wy serio myślałyście, że taki dżentelmen jak ja, pozwoli takim delikatnym kobietom, jak wy iść samemu rozprawić się ze złem? – roześmiał się, ale po chwili spoważniał. – A tak na serio, nadal uważam, że powinnaś wziąć kogoś jeszcze z nami Miyako. – powiedział, równając się krokiem z kobietą.
- Trochę nie było czasu. – prychnęła. – A wy byliście pod ręką.
- Nie wiesz ilu ich tam jest. W trójkę możemy nie dać rady.
- Akurat o siebie nie powinieneś się martwić. Poradzisz sobie, panie Zjawo. – rzuciła, unosząc jeden kącik ust do góry.
Tsuneari przewrócił oczami.
- Akurat nie martwię się o siebie. – mruknął ledwo dosłyszalnie.
Dalej biegliśmy w milczeniu, aż w oddali zamigały nam reflektory pociągu. Miyako przyśpieszyła i wskoczyła do środka wagonu w sam środek tłumu. Tsuneari wyprzedził mnie z łatwością i również wepchnął się do środka, rozpychając ludzi i robiąc mi miejsce. Zdążyłam w ostatniej sekundzie, czując jak końcówki włosy zostały przytrzaśnięte przez automatyczne drzwi.
Ludzie oglądali się na nas, ale Miyako niewzruszenie zaciągnęła nas w kąt wagonu, gdzie pasażerowie albo słuchali muzyki na słuchawkach, albo byli pijani. Nastawiliśmy uszu i zniżyliśmy głosy.
- A teraz zdradź nam coś więcej. – poprosiłam cicho, wpatrując się w kobietę uważnie.
- Dobra. – przytaknęła, rozglądając się jeszcze nieufnie wokół. – Wiecie, że Miyoko miała eskortować jakiegoś typka, nie? On miał jej wskazywać drogę czy jakoś tak, ale wywiódł ją w ogóle w złym kierunku i czekali na nią już tam jego kumple. – streściła pobieżnie, upewniając się, że nikt nas nie podsłuchuje.
- I wszystko jasne. – szepnął Tsu z ironią. – A mniej szczegółowo się nie dało? – prychnął jeszcze z sarkazmem, uśmiechając się pod nosem.
- No wybacz, to wszystko co mi powiedziała przez 30 sekund naszej rozmowy. – syknęła Miyoko, a chłopak pokazał jej język.
Machnęłam na nich dłonią.
- Ale wiesz gdzie teraz jest? – spytałam.
- Na pewno na obrębie dzielnicy Odai. Zakładam też, że w tym wąskim odcinku między rzeką Arakawa, a Sumida. – odpowiedziała.
- Od jakiego miejsca zaczynamy szukać? – rzucił Tsuneari, poważniejąc już całkowicie.
- Od stacji. Ale zaryzykowałabym skierowanie się w stronę tego parku…
- Parku Otakebashi? – zdziwiłam się. – Jesteś pewna, że akurat tam?
- Zaufaj mi. – Miyako lekko się rozluźniła i na jej twarz znów wstąpiła pewność siebie. – Telepatia bliźniaków.
***
Wyskoczyliśmy jako pierwsi z pociągu, a za nami posypały się wiązanki cichych przekleństw. Prychnęłam pod nosem. To była ta jedna z zabawniejszych części tego życia.
Spojrzałam na niebo. Dzisiaj zrobiło się wyjątkowo szybko ciemno, jakby znów szła zima. Zachodzące słońce zakryły chmury, a ja przewróciłam oczami. Jakby chociaż raz nie mogło słońce sobie poświecić.
Dzielnica była jakby wymarła, a nasza trójka nie musiała obawiać się odkrycia i spokojnie poruszaliśmy się po ulicach. Teraz odczułam zmęczenie tymi tłocznymi ulicami, na które nigdy nie można było wyjść bez krycia się ze wszystkim. Jednak ta opustoszała okolica nie świadczyła o niczym dobrym. Wskazywała jedynie na to, że gdzieś niedaleko jest niebezpiecznie, a prości ludzie ukryli się w zaciszu swoich domów.
Na ulicy sąsiadującej z parkiem Tsuneari nas zatrzymał i krótkim gestem nakazał poczekanie na niego tutaj. Po czym ukrył się w wydłużających się cieniach i jego niknąca sylwetka pomknęła w kierunku parku. Obie stałyśmy w milczeniu przez kilka minut, dopóki chłopak nie stanął między nami. Oczywiście pojawił się tak samo jak zniknął.
- Moje wątpliwości co do twojej „ksywki” zostały rozwiane… - mruknęła ironicznie Miyako, ale Tsuneari przyłożył palec do ust.
- Cicho. – ściszył głos do minimum. – Są tam, w parku. Miyoko wygląda na całą, ale rozmowa wyglądała na dość… napiętą. Nie wiem o czym gadali, nie chciałem ryzykować zbliżenia się jeszcze bardziej. – wytłumaczył szybko. – I mówiłem, że nas jest za mało. Ich jest pięciu. Trzech facetów, dwie kobiety.
- Z Miyoko jest nas czwórka. – mruknęłam.
- Przypominam ci, że w misji ratunkowej, osoby ratowanej zazwyczaj nie zalicza się do ekipy walczącej. – uśmiechnął się krzywo.
– To co robimy? Usiłujemy zrobić to taktycznie, czy wbijamy na środek parku? – spytała kobieta.
- Wbijamy. – powiedzieliśmy synchronicznie z Tsunearim, a Miyako pokręciła tylko głową.
- Niech będzie. – przytaknęła. – Odłączę się od was na chwilę. Mam zarys planu, ale nie sugerujcie się tym. Jak sytuacja pozwoli to spróbuję coś wykorzystać.
Skinęliśmy potakująco głowami. Tsuneari wstał i skierował się w cień, znowu praktycznie rozmywając się w nim. Starałam się naśladować jego sposób poruszania się, ale po kilku chwilach sama opracowywałam taktykę skradania.
W jego ruchach było coś… dziwnego. Jakby całe życie krył się w mroku. Jakby ciemność do niego przylegała.
Wzdrygnęłam się na tę myśl i potrząsnęłam głową. Zbędne myśli nie powinny mi teraz zaprzątać głowy.
- Wiesz co, Ichi… - szepnął Tsuneari, gdy zza drzew dało się dostrzec kształty wrogów. – Pomyślałem sobie coś strasznie wrednego… Że może to bliźniaczki są zdrajczyniami. To już przeobraża się w paranoję, prawda?
- Może jeszcze nie. – odszepnęłam. – Też przeszło mi to przez myśl.
- A może oboje jesteśmy paranoikami… - prychnął pod nosem.
W dalszym milczeniu zbliżyliśmy się do parku, kryjąc się za niskim żywopłotem. Wystawiłam ostrożnie głowę zza gałązek, mrużąc oczy ze zdenerwowania. Cała piątka otoczyła teraz Miyoko i zadawała jej jakieś pytania. Kobieta wyprostowała się, postąpiła krok naprzód, odpowiadając coś z zaciętym wyrazem twarzy. Facet popchnął ją mocno do tyłu, a jedna z zabójczyń, podcięła ją i Miyoko upadła.
Drgnęłam, napinając mięśnie, ale Tsuneari ścisnął moje ramię. Spojrzałam na niego kątem oka, a on nie oderwawszy od nich wzroku, pokręcił głową. Mimo to, dłonie miał zwinięte w pięści. Zacisnęłam zęby, czując przepełniającą mnie wściekłość.
Ciekawe, czy będą tacy pewni siebie, gdy stracą przewagę liczebną.
Moje usta rozciągnęły się w demonicznym uśmiechu.
Miyoko podniosła się sprawnie, mordując ich wzrokiem. Już stąd dostrzegłam chłodny błysk w jej brązowych oczach. Facet roześmiał się szyderczo i popchnął ją ponownie. Kobieta zatoczyła się do tyłu, a ja prawie zerwałam się na równe nogi. Tsuneari okazywał zdecydowanie większe samozaparcie.
Ale tym razem Miyoko straciła kontrolę nad sobą i przyrżnęła w jego gębę z całej siły.
A ułamek sekundy później rozległ się szczęk wyciąganej broni.
Przeskoczyliśmy żywopłot w tym samym momencie, a ja zaśmiałam się w duchu. Jesteś tak samo w gorącej wodzie kąpany jak ja, Tsu. Przeniosłam wzrok na stojącą między nimi Miyoko, która uniknęła płynnie większości cięć. Spojrzała na chwilę na nas, ale nie pokazała po sobie niczego, by nie powiadomić o tym przeciwników.
Wyciągnęłam miecz z kabury, a gdy złowróżbny świst przecinanego powietrza wypełnił okolicę, żądza krwi popłynęła w moich żyłach.
Trzy osoby, włączając w to powalonego wcześniej faceta, obróciło się w naszym kierunku, pozostała dwójka okazała wystarczająco dużo inteligencji, by nie odwracać się do Miyoko tyłem.
W ostatnim momencie Tsuneari zabiegł mi drogę, tak że trójka przygotowała się na jego atak. Po czym odbił błyskawicznie w bok, wyskakując wysoko i spadając z cięciem na faceta przy Miyoko. Wzrok trójki odbiegł za nim, a ja zderzyłam się ze szczękiem z facetem. Krwawił z kącika ust.
- Szkoda, że nie przywaliła ci mocniej. – mruknęłam pod nosem, widząc, że uderzony zbytnio się tym nie przejął.
- Nie pozwalaj sobie na za dużo. – warknął, odskakując ode mnie.
Przewróciłam oczami, obracając się błyskawicznie, jednocześnie tnąc poziomo. Wytrąciłam miecz z dłoni kobiety, która zachodziła mnie od tyłu. Nie zahamowałam, wykonując pełny obrót i zamierzyłam się z góry na faceta.
Najwyraźniej ich przeceniłam. Zabójca nawet nie próbował mnie ponownie zaatakować. Trzymał opuszczoną gardę, a moje ostrze przeszyło go wzdłuż tułowia. Krew zbryzgała mi twarz.
Wyprowadziło mnie to na sekundę z rytmu, ale szybko do niego wróciłam. Przeniosłam ciężar ciała na lewą nogę, a z prawej wyprowadziłam kopnięcie. Uśmiechnęłam się lekko, gdy usłyszałam jęk kobiety. Upadła na ziemię ze stęknięciem.
Obróciłam miecz kilka razy w dłoni, by dobrze go trzymać i zaatakowałam z całym impetem ostatniego z atakującej mnie trójki. Ten najwyraźniej był najbardziej pociumany z nich wszystkich i przygotował się na moje ataki.
- Ty tu dowodzisz? – warknęłam, cedząc słowa przy każdym uderzeniu.
- A i owszem, mała. – burknął w odpowiedzi, atakując trochę mocniej.
Nasze ataki lekko zwolniły, jakbyśmy oboje przygotowywali się do rozmowy i objęcia przewagi. Zmierzyłam go wzrokiem.
- Zgaduję, że tak łatwo mi nie powiesz, kto zdradził Kaminari, prawda? – posłał mi pełen politowania uśmiech słysząc to. – Tak myślałam. – mruknęłam jeszcze, a w jego szarych oczach błysnął cień zwycięstwa.
Znów przewróciłam oczami, gdy zamierzył się na mnie z góry. Są zbyt przewidywalni. Upadłam zwinnie na ziemię, przetaczając się tuż obok nadbiegającej od tyłu kobiety. Facet nie zdążył zahamować swojego ciosu, a towarzyszka na niego wpadła. Po chwili wydarła się z bólu, gdy jego miecz zatopił się w jej ciele.
Odwróciłam od nich wzrok, kierując się w stronę gościa, którego zraniłam na początku. Wstawał powoli, ale przycisnęłam go stopą do ziemi i nad gardło nastawiłam mu czubek ostrza, trzymając go jako zakładnika.
- Co za potworne dzieciaki… - wydusił szef bandy, przytrzymując ranną kobietę. Najwyraźniej Tsuneari też dawał sobie radę. – Albo czymkolwiek jesteście. – splunął na ziemię, a w jego szarych oczach zabłysnął gniew.
Za mną rozległo się stęknięcie. Obróciłam się gwałtownie, a u stóp chłopaka upadała właśnie przeszyta mieczem kobieta. Miyoko zniknęła z punktu naszego widzenia. Najwyraźniej Tsuneari kazał się zmyć się i poszukać jakiejś broni.
- Ty skurwysynie! – wrzasnęła ranna, wyrywając się szefowi.
- Wybaczcie, chciałem tego uniknąć. – powiedział chłopak nadzwyczaj delikatnie, ale w jego ciepłych brązowych oczach kryła się bezwzględność. – Ale taki nawyk.
Przeszyły mnie ciarki, na widok takiego Tsu.
Ranny wykorzystał moje rozkojarzenie i reszką sił zepchnął mnie z siebie. Odzyskałam z łatwością równowagę, ale spojrzałam na niego z nienawiścią. Facet odbiegał w zupełnie innym kierunku, a ja automatycznie ruszyłam za nim. Zniknęłam w zacieniu parku, doganiając go po kilku sekundach. Adrenalina przepełniała każdy centymetr mojego ciała.
Najpierw przecięłam mu plecy, a on stracił siły do biegu i runął jak długi, sycząc z bólu, gdy upadł na rozciętą pierś. Przebiegłam jeszcze kilka kroków, hamując ze ślizgiem. Facet podniósł na mnie wzrok. Jego oczy były już pogodzone z przeznaczeniem.
- Naprawdę jesteś potworem, nie dzieciakiem. – wystękał ledwo.
- Na serio wystarczy samo Ichigo. – odparłam chłodno. – A teraz gadaj co wiesz. – nakazałam kierując nad jego kark miecz.
Facet prychnął, choć wcale nie wyglądało jakby był typem, który będzie śmiał się w ostatnich chwilach ze swojego mordercy.
- A co, oszczędzisz mnie wtedy?
- Nie bądź głupi. – mruknęłam, biorąc zamach. – Ale możesz się do czegoś przydać. – dodałam jeszcze z nadzieją.
A potem on splunął na ziemię.
Dźwięk rozpruwanego ciała, łamanych kości usłyszałam już tylko ja. Facet miał tyle szczęścia, że nie cierpię męczyć ludzi przed ich śmiercią.
Przed oczami pojawiły mi się czarne plamy, a duszący ścisk w sercu powrócił w delikatnym nawrocie. Zawahałam się na chwilę, zaciskając oczy. Nie ważne ile razy zabijałam, ile razy okazywałam bezwzględność… ile razy była spowita krwią… To uczucie zawsze po tym wracało.
Spojrzałam na swoje czerwone od krwi ręce, w momencie, gdy usłyszałam bojowy wrzask i szczęk metalu. Zwinęłam dłonie w pięści i pomknęłam w stronę walczących towarzyszy.
Zatrzymałam się rozglądając co się dzieje. Na ziemi nadal leżała ta kobieta. Tsuneari zaciekle usiłował zabić ich szefa, ale mężczyzna odzyskał straconą werwę i nie dawał się tak łatwo zabić. Pozostałej przy życiu dwójki nie zobaczyłam.
- Jak już mówiłem, nie lubię zabijać bez potrzeby, gościu. – warknął Tsuneari. – Ale teraz to już mnie wkurwiłeś.
- Masahiro. – burknął tamten, wycofując się, gdy zbliżyłam się do nich z mordem w oczach.
- Tsuneari, gdzie reszta? – spytałam, błyskając ostrzem w stronę wroga.
- Powinniście sobie zapamiętać to imię. – splunął, odbiegając. Chciałam ruszyć za nim, ale chłopak powstrzymał mnie. – Widzę, że dobrze główkujesz, Nakade. Masahiro, zastępca dowódcy Fubuki. Nie do usług.
Spojrzałam ze złością na chłopaka, nie wiedząc czemu nie reaguje.
Facet jeszcze zawołał kobietę, która wypadła z przeciwnego zakrętu. Spostrzegłam, że jest w krwi, a Masahiro też był zdziwiony, ale bez zbędnych pytań wycofał się błyskawicznie.
Gdy zniknęli z pola widzenia, Tsuneari spojrzał na mnie poważnie, nim zdążyłam się na niego zdenerwować.
- Musimy znaleźć Miyako. I to szybko. – oznajmił tylko, ruszając instynktownie naprzód.
- Czemu ich nie zaatakowałeś? – spytałam spokojnie, widząc jego powagę.
- Spieprzyliśmy. Miyoko ich zaatakowała tego drugiego gościa, ogłuszył ją, a mnie zatrzymał ten Masahiro. – powiedział szybko. – A teraz mają zakładnika. Cholera by to!
- A ta babka? Gdzie ona była? – spytałam, czując, że napięcie narasta.
Tsuneari już miał odpowiedzieć, że chciałby to wiedzieć, gdy do moich uszu dobiegł głos jednej z bliźniaczek. Był delikatniejszy niż powinien być. Przeszyło mnie nagłe uczucie niepokoju.
- Ta kobieta… była ze mną. – powiedziała Miyoko, ocierając z rozciętej twarzy krew.
Zbladłam widząc ją.
Jasny gwint.
Tsuneari wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
- Nigdy więcej nie zaufam planom Miyako. – wydusił po chwili.
- Porwali nie tą co trzeba. – mruknęłam tylko.
Miyoko uśmiechnęła się lekko.
- To jedna z naszych lepszych zmyłek.
Spojrzeliśmy po sobie z Tsuneari, nie mogąc się nie uśmiechnąć. Skwitowaliśmy to krótko.
- Co za idioci.
***
Po chwili tego czarnego humoru, nie było już nam do śmiechu. Wynieśliśmy się czym prędzej z tego cholernego parku, by nie ściągać na siebie uwagi. Współczuję tym, którzy znajdą ciała tych zabójców.
Uśmiechnęłam się zwycięsko, widząc świeże ślady opon na ulicy. Najwyraźniej śpieszyło im się na tyle, żeby spalić gumę i zostawić wyraźny kierunek swojej jazdy. Tsuneari nie wyglądał na zbytnio przekonanego. Zacmokał z niezadowoleniem, gdy zaczęłyśmy z Miyoko rozglądać się za środkiem transportu.
- No co jest? – spytałam, gdy nadal wpatrywał się w te ślady.
- Po prostu to mi się nie podoba.
- Za bardzo nie mamy na to czasu. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. – zawołała z oddali Miyoko, patrząc przez okna do środka jakiegoś auta.
- Czy tylko mi się wydaje to podejrzane? – mruknął, pocierając kark. – Sądzisz, że byliby tak głupi, by wskazywać nam drogę śladami opon? Dla mnie wygląda to tak, jakby chcieli byśmy za nimi pojechali. – westchnął.
- A ja po stylu ich walki sądzę, że to amatorzy. – odparłam. – A poza tym po to bierze się zakładników, by reszta za nimi podążyła.
- Nadal mi się to nie podoba. – mruknął jeszcze, ale dołączył do szukania auta.
Nie chcieliśmy brać pierwszego lepszego, nie chcąc ryzykować uruchomienia alarmu, czy naprzykrzeniu się komuś ze służb mundurowych. W trakcie szukania samochodu zdążyliśmy wymienić się informacjami.
Misja Miyoko przebiegała schematycznie: spotkała się z jednym z facetów, tym najmniejszym i niepozornym, który sprawiał wrażenie osoby nieumiejącej posługiwać się bronią. Prowadził ją prostą drogą, wyglądającą bardzo realistycznie. Z początku przez myśl przeszło jej, że to blef, ale on na serio szedł prostą drogą do celu.
I tu był haczyk. Zbyt prostą.
Śledzący ich oddział zabójców wkroczył do akcji zbyt szybko, gdy wspomniane miejsce było zbyt blisko, a ona mogła zwinnie zniknąć im z oczu z ważnymi informacjami. W planach był atak w podziemiu na nią, ale wyszło jak wyszło. A Miyoko, uciekając, zdążyła wybrać na kilkanaście sekund numer swojej siostry.
- Szczerze, nie domyśliłam się, gdzie jest ten bar, czy jak on to nazwał. Ale punkt dla nas – wiemy w jakim obrębie tego szukać. – zakończyła.
- Ja bym bardziej martwiła się o to, że już ich zgubiliśmy. – westchnęłam. – Mogli pojechać wszędzie. – dodałam, wpatrując się w plecy brązowowłosego, który rozpracowywał zamek w drzwiach auta.
Rozległo się ciche kliknięcie, a Tsu otworzył drzwi do starej Hondy.
- Voilà – ukłonił się nam komicznie nisko.
- Świetnie. Teraz trzeba tylko namierzyć Miyako. – stwierdziłam sarkastycznie.
- Da się zrobić. W końcu nie sądzę, że pozbyli się jej telefonu. Mogli jej zabrać, by coś sprawdzić, ale mam nadzieję, że nie. – mruknęła Miyoko, wsiadając na tylne siedzenia. – Uwierzcie mi, znam moją siostrę bliźniaczkę. Ona napisze sms’a z zamkniętymi oczami, będąc związana.
- A telefon da się namierzyć i bez tego. – dokończyłam, zastanawiając się gdzie zająć miejsce w aucie.
- W ogóle, kto ma zamiar prowadzić? – spytał Tsuneari.
Spojrzałyśmy na niego z Miyoko wyczekująco.
- Mnie wykluczcie od razu. – powiedziała z pełną powagą po chwili. – Przypominam, że nie jesteśmy ubezpieczeni.
- Ja w życiu nie siedziałam za kółkiem. – mruknęłam, wbijając spojrzenie w Tsuneariego.
Chłopak jęknął.
- Nie chcesz tego, Ichi. Zaufaj mi.
- Daj spokój, ostatnim razem nie było tak źle. – zaśmiała się Miyoko, sprawdzając coś w telefonie.
Korzystając z okazji, zajęłam miejsce pasażera, by Tsu nie mógł się już wycofać. Poza tym śpieszyło się nam. Instynkt wyszeptał, że może jest tak źle z jego jazdą, że nawet uciekający czas nie pomaga. Chłopak spojrzał na mnie z resztką nadziei, ale po chwili tylko głęboko westchnął i siadł za kółkiem.
- Miyoko, liczymy na twój instynkt póki co. – powiedział, odpalając silnik. – Tylko nie mówcie mi, że nie ostrzegałem.
***
 Po dłuższym czasie, gdy zapadł już zmrok, a wszystkie ulice opustoszały, Tsuneari zahamował gwałtownie, zatrzymując się na czerwonym świetle. Zarzuciło mnie do przodu, ale z przyzwyczajenia miałam zapięte pasy. Miyoko natomiast prawie rozpłaszczyła się na szybie.
- Czyś ty… - fuknęła, urywając w połowie.
Tsuneari przywalił pięścią w klakson, wkładając w cios całą siłę.
- To nie ma sensu! – warknął. – W ten sposób w życiu jej nie znajdziemy.
- Jak nie będziesz, kurna, jechać to na pewno jej nie znajdziemy! – odparła Miyoko, zachowując typowe dla siebie opanowanie.
Tsuneari zacisnął zęby, ale nie podniósł głosu. Obrócił się przez ramię i spojrzał z niedowierzaniem na kobietę, która cały czas próbowała rozgryźć program w telefonie.
- Miyako może być już martwa, a ty cały czas wszystko olewasz. – wycedził. – Jasna cholera, nie rozumiesz, że potrzebujemy lepszego sprzętu niż komórka do namierzenia kogokolwiek!?
- To moja siostra, Tsu! – Miyoko podniosła głos. – A panika jej nie uratuje!
- Ale do jasnej cholery, nie widzisz, że nie wyśle żadnej wiadomości…!?
Ich kłótnię przerwał dzwonek mojego telefonu. Po sekundzie wrócili do wydzierania się na siebie, jakby to cokolwiek miało zmienić. Miyoko w końcu dawała upust nerwom o bliźniaczkę, a Tsu usiłował znaleźć jak najlepsze wyjście z tej sytuacji.
Nie widząc niczego mądrzejszego, wyjęłam telefon i odebrałam, nawet nie spoglądając na wyświetlacz.
- Halo, jesteś tam, Ichi? – głos Jun’a był zdecydowanie najmniej oczekiwanym.
- No jestem, ale to na serio nie jest dobry… - zaczęłam ze znużeniem, starając się mówić głośno, by „dyskusja” moich towarzyszy nie przeszkodziła w naszej rozmowie.
Jednak Jun ucieszył się, gdy usłyszał więcej głosów.
- Bogom dzięki, tak myślałem, że będziesz z nimi… - odetchnął z ulgą, a ja zmarszczyłam brwi i bardziej skupiłam się na rozmowie.
- Jun, o co chodzi?
- Długa historia, ale na sam początek powiem, że jesteśmy już w dro… Koichi, stul się w końcu i daj spokój Meijiemu… no więc jesteśmy już w drodze…
- Zamknijcie się w końcu! – wrzasnęłam na kłócących się obok towarzyszy.
Tsu i Miyoko spojrzeli po sobie krótko i gniewnie, ale po kilku oddechach wbili we mnie oczekujące spojrzenia.
- Dobra, Jun więcej szczegółów poproszę.
- Nie wiem jakim cudem, ale Miyako zaczęła wysyłać do Koichiego jakieś dziwne smsy. Dopiero po chwili Meiji ogarnął, że opisuje mijane punktu i wytycza trasę. Siedzieliśmy już w metrze i byliśmy w drodze powrotnej, ale przesiedliśmy się i kierujemy się we wskazane miejsce.
- Nie wierzę… - wydusiłam po chwili.
- Co jest? – spytał Tsu, a Miyoko chwyciła się za oparcie fotela, chcąc jak najwięcej usłyszeć z naszej rozmowy.
W słuchawce usłyszałam, że Meiji wyrywa telefon z dłoń Juna.
- Jesteście tam? Ichigo? – odchrząknął. – Dobra, nie mogłem wytrzymać tej jego gadaniny. Mamy koordynaty na Miyako. Nie mam pojęcia w coście się wpakowali, ale macie posiłki. Ostatnia wiadomość to „parking przy Arakawie, boisko do siatki”. Przekaż to Tsu, on będzie wiedzieć gdzie to jest. Spotykamy się z w barze kilka budynków dalej.
- Przyjęłam.
- Pośpieszcie się tylko. Bez odbioru.
Mężczyzna rozłączył się, a ja spojrzałam po towarzyszach wpatrujących się we mnie z narastającą ciekawością. Spojrzałam na wyświetlacz jeszcze raz, powtarzając w myślach adresy.
- No powiedz żesz w końcu o co chodzi. – jęknął Tsuneari, kładąc dłonie na kierownicy.
Uśmiechnęłam się tylko chytrze.
- Odpalaj silnik. Bar w Odai, niedaleko parkingu przy Arakawie.
Chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę przez sekundę, ale posłusznie odpalił auto i ruszył przed siebie. Miyoko tym razem zapięła pasy, uśmiechając się pod nosem.

- A nie mówiłam, że ona wszędzie napisze sms’y? – prychnęła rozbawiona pod nosem, ale w lusterku dostrzegłam, że jej brązowe oczy  zabłysły żądzą mordu. – Mamy ich. 

9 marca 2016

Splamiona krwią ~ Krwawa Truskawka ~ Rozdział 1

Kiedy ujrzałam budynek Kaminari jednocześnie odetchnęłam z ulgą, a po plecach przebiegły mi dreszcze. Przystanęłam i zmierzyłam magazyn krytycznym spojrzeniem.
Mako spojrzała na mnie krótko, po czym wzruszyła ramionami.
- Dobra, rób co chcesz. Idę z tym od razu do Fumiyi, jakby co to poślę kogoś po ciebie. – rzuciła beznamiętnie i w przeciągu sekundy zniknęła mi z oczu. Uśmiechnęłam się, kręcąc głową. Ruszyłam powoli w stronę budynku.
Od kiedy zmieniliśmy siedzibę, nikt nie mógł przyzwyczaić się do niczego. Jeśli nasz stary biurowiec, z zaciekami na ścianach, odpryskującą i spaloną tapetą, wybitymi oknami i zepsutymi instalacjami wszelkiego typu był na swój sposób przytulny, tak to ‘’coś’’ było jego całkowitym przeciwieństwem.
Ukyo Inaba załatwił nam dostęp do jednego ze jego starych magazynów, którego już nikt nie używał. Wszystko cudownie, w końcu to magazyn. Magazyny są duże. A i owszem. Gorzej jak zabronili nam przebywać w większej części. Pan Inaba tłumaczył to tym, że urzędując na parterze zwracalibyśmy zbyt dużą uwagę i że są tam wszystkie rzeczy… Tak więc na powierzchni mieliśmy dostęp do zaledwie dwóch pomieszczeń – jednego, o ironio,  na magazyn, drugie ze względu na miarową sterylność zostało „odziałem medycznym”.
Reszta Kaminari została przeniesiona do piwnic. Nie były to może piwnice w samym tego słowa znaczeniu, ale określenie przylgnęło podczas pierwszego buntu, który wszczęto widząc rozkład pomieszczeń. Schodząc pod ziemię trzeba było zejść rozwalającymi się schodami, przejść przez ogromne, metalowe drzwi i jeszcze trafić na włącznik światła.
Oświetlenie składało się z pojedynczych żarówek wystających z sufitu w losowych miejscach. Dziwne, że w ogóle to świeci. Rozejrzałam się beznamiętnie po naszym głównym pomieszczeniu, imitującym podziemny magazyn. Sprawowało to teraz formę pokoju dziennego: porozstawiano tutaj jakieś stęchłe kanapy i dywany, w jednym z kątów stały rozkładane, plastikowe krzesła i stoły, a mniej-więcej na środku przy ścianie stało prowizoryczne palenisko, które stało zgaszone od wielu dni.
W pomieszczeniu siedział jedynie Kotaro, poczytując jakąś okurzoną książkę. Oderwał na chwilę od niej wzrok i pomachał mi. Odpowiedziałam krótkim uśmiechem.
Następnie skręciłam i spojrzałam krzywo w stronę „organu dowodzenia” – czyli trzech niewiele większych od przeciętności pomieszczeń, które zagospodarowano jako biuro, archiwum i salę ćwiczeń. Westchnęłam, czując ciarki. Wszystko było takie… puste. A te szare, popękane ściany dopełniały nastroju przygnębienia. Fumiya cały czas powtarzał, że z takimi obsuwami z kasą cud, że cokolwiek stoi w tych pomieszczeniach. No i, że stary budynek meblowali przez jakieś 2 lata. Cudownie.
Ruszyłam długim, wąskim korytarzem, który oświetlany był raptem trzema migającymi żarówkami. Wzdrygnęłam się, gdy po stąpnięciu w kałużę rozległo się echo. O tej porze Kaminari było wymarłe, a większość osób znajdowało się w terenie albo po prostu się włóczyło po mieście. Doszłam do swojego pokoju, wzdychając. Było tu raptem 18 małych klitek, a nas 33. Pomieszczeń i tak było więcej niż z początku, bo po długich namowach podzielono je jeszcze prowizorycznymi ściankami, by nie mieszkać większymi grupami.
I tak właśnie wylądowałam w niewielkiej klitce z Ayako. Weszłam do pokoju z westchnieniem. Pokój wcale mnie nie uspokajał. Stały tu dwa tanie łóżka, kanapa przypominająca stertę worków i regał na wszystko. Nawet mieszkając we dwójkę miałam wrażenie, że jest tu przeraźliwie pusto.
- Ayako? – zawołałam, ale odpowiedziała mi cisza.
Spojrzałam na jej posłane łóżko. Czyli nie wróciła na noc.
- Co ty do cholery odwalasz, Ayako? – mruknęłam pod nosem, szukając jakiejś czystej bluzy. Przyjaciółka pojechała wczoraj po południu w odwiedziny do rodziny, ale sądziłam, że wróci około północy.
Podniosłam jej poduszkę i zamknęłam oczy, walcząc z falą uczuć. Cały czas trzymała te zniszczone oprawki Takiego. Odłożyłam poduszkę na miejsce i przebrałam się. Potem rozejrzałam się po pokoju, nie wiedząc co ze sobą począć. W końcu rzuciłam się na łóżko, oddając się rozmyślaniom, od których tak bardzo usiłowałam uciec.
Zdrada.
Na samą myśl o tym przechodziły mnie dreszcze. Walka z wrogami to jedno. Ale posiadanie zdrajcy między sobą to jak wojna z samym sobą. A w takiej sytuacji przegramy wszyscy.
A wszystko powoli się uspokajało. Szlag by to.
Wzięłam głęboki oddech, usiłując pomyśleć o tym spokojnie. Ale wtedy do mnie dotarło to, co tak bardzo przeraziło Mako. Od kilku miesięcy nikt nie dołączył do nas na dłużej niż tydzień, a wszyscy członkowie byli tutaj co najmniej od roku. Czyli ktoś jest informatorem od bardzo długiego czasu.
Rozległ się huk. Zerwałam się gwałtownie, rozglądając się wokół z zdezorientowaniem. Widząc co się stało, wybuchłam śmiechem.
- NO ŻESZ BY TO! – wrzasnęła Miyako, stojąc za ‘’prowizoryczną” ścianką.
Jedna z postawionych blach spadła i zawalała jej połowę pokoju.
– Ja chciałam tylko podsunąć biurko pod to cholerstwo!
- To nigdy nie przestanie być zabawne. – zdusiłam śmiech i wyszczerzyłam się do dziewczyny. Miyako rozluźniła się lekko. – Dobra, pomogę ci to postawić.
Siłowałyśmy się z tym przez kilka minut, a ja odetchnęłam z ulgą, gdy kawał metalu stał na swoim prawowitym miejscu. Przeszłam do pokoju obok, zaglądając czy Miyako jest w całości.
- Nie ma Miyoko? – zdziwiłam się, opierając się o framugę.
- Nie, znalazła coś z eskortą, ale chcieli tylko jedną osobę. – westchnęła, podsuwając ostrożnie biurko pod blachę.
Uśmiechnęłam się z rozbawieniem. Czasem to bardzo bliskie sąsiadowanie ze wszystkimi było po prostu irytujące, ale bliźniaczki okazały się wyjątkowo zabawnymi pół-współlokatorkami. Gorzej, gdy nasza ścianka przedziałowa w środku nocy waliła się w gruzy.
- Mam nadzieję, że szybko skombinujemy jakąś kasę na przebudowę chociaż sypialni. – rzuciłam, rozglądając się po ich pokoju, który wyglądał równie ponuro co cała reszta.
- Przebudowa jak przebudowa, ważne by nam coś zrobili z tą blachą. Wszyscy mają jakoś mądrzej to zrobione, a my co? – prychnęła z udawanym oburzeniem. – Kiedyś się spikniemy i zwalimy tą blachę kilka razy w środku nocy. – uśmiechnęła się do mnie niecnie.
- Umowa stoi. – roześmiałam się i już wychodziłam, gdy zatrzymało mnie jeszcze pytanie Miyako.
Nie było ono dziwne, niepokojące, tylko najzwyklejsze jakie mogła zadać towarzyszka broni z tej samej organizacji. Ale i tak zastygłam w bezruchu, niewytłumaczalnie zmrożona przez instynkt.
- W ogóle Ichigo, nie miałaś być z Mako na jakieś misji?
Umysł wrzeszczał jakieś ostrzeżenia, ale z trudem zachowując pozory uśmiechnęłam się naturalnie.
- Przed chwilą wróciłyśmy. Właśnie idę się rozliczyć z Mako – odpowiedziałam i zniknęłam za drzwiami.
Serce mi waliło, a mnie coraz bardziej ogarniała groza całej sytuacji. To Miyako mogła być zdrajczynią. To mógł być Kotaro, który spokojnie poczytywał sobie książkę w salonie. To mógł być każdy.
Przyśpieszyłam, czując, że jest źle. Bardzo źle.
Zaczęło się. Ta cała paranoja z szukaniem zdrajcy. Zaczęło się.
***
Mako opierała się o ścianę obok drzwi do biura. Wpatrywała się beznamiętnym wzrokiem w sufit, ale gdy tylko usłyszała moje kroki, posłała mi krótkie spojrzenie i skinięciem głowy nakazała mi wejść do środka.
Pomieszczenie do złudzenia przypominało stare biuro – jedna ściana była obstawiona regałami, w odległym kącie stała zapadnięta kanapa, a przez środek ciągnął się długi stół z niepasującymi do siebie fotelami obrotowymi. Jedyną zmianą był wolny lewy kąt – na razie stało tu tylko biurko należące do stratega. Szef obiecał jeszcze jakiś lepszy sprzęt, ale czy się go doczekamy to inna historia.
- Ichi? – spojrzałam ze zdziwieniem na Tsuneariego, który siedział wraz z Tokajim na komodzie. Chłopak wpatrywał się we mnie z równym oszołomieniem co ja w nich.
- Nie wiedziałam, że już wróciliście. – rzuciłam neutralnie na powitanie.
- Ktoś mi wytłumaczy co akurat ona tu robi? – mruknął Tokaji, posyłając mi krótkie spojrzenie. Burknęłam coś pod nosem i rozejrzałam się po reszcie pokoju.
Obok mnie stała Mako, ignorując całkowicie naszą rozmowę. Na honorowym miejscu siedział Fumiya, przeglądając ze znudzeniem jakieś segregatory, a Omitsu spoglądała mu przez ramię.
I tyle.
Woląc się nie odzywać, podeszłam do chłopaków i siadłam obok nich na komodzie. Mako nadal stała przy wejściu i obserwowała obecną część dowództwa. Fumiya nadal milczał, dopisał coś do kartoteki i zamknął z hukiem segregator.
- Dobra. – mruknął, obracając się do nas połowicznie na fotelu obrotowym. – Mako, nikt więcej się nie kręcił po korytarzu.
- Nie. – odpowiedziała krótko i przysiadła na workowatej kanapie.
- No to trzeba w końcu to zacząć… - rozpoczął z gniewną nutą.
- Ej, chwila. Nas jest tu szóstka, Sotomura. Szóstka. – podkreśliła z naciskiem, krzyżując ręce na piersi. – A co zrobisz z pozostałą 27 ludzi z organizacji?
Tokaji przywrócił oczami i mruknął coś o „zamiłowania do utajania informacji”, a Tsuneari uniósł dłoń do góry, jakby był w szkole. Odchrząknął.
- Pragnę zauważyć, że my z Tokajim dopiero tu wróciliśmy i nie mamy zielonego pojęcia co się dzieje. – powiedział, uśmiechając się niepewnie.
Omitsu prychnęła, ale raczej na szefa niż na chłopaka.
- A rób co chcesz. – jęknęła i opadła na kanapę obok rudowłosej.
Fumiya podparł czoło na dłoni i myślał o czymś przez chwilę. Na jego twarzy malowała się konsternacja, jakby naprawdę nie wiedział od czego zacząć. Tsu posłał mi pytające spojrzenie, ale potrząsnęłam krótko przecząco głową. Atmosfera robiła się coraz gęstsza i nawet Tokaji rozejrzał się po zebranych, nie odzywając się ani słowem.
Szef w końcu westchnął.
- Dobra… Cała ta sytuacja naprawdę mnie martwi i mam nadzieję, że jak najszybciej się to wyjaśni… - przejechał dłonią po włosach, po czym jego czarne oczy spoważniały. – Najprawdopodobniej mamy szpiega. – oznajmił z dozą chłodnego gniewu. – A ci, którzy są tutaj, to jedyne zaufane osoby. – dodał, nim ktokolwiek zdążył coś wtrącić.
Zagwizdałam, widząc wokół siebie raptem pięć osób. Czyli jest jeszcze gorzej niż przypuszczałam.
- Że co. – wydusili Tsu i Tokaji w jednym momencie. Od razu też obrzucili się zirytowanym wzrokiem. W końcu Tsuneari tylko przewrócił oczami i odezwał się niepewnie: - To nie jest jakiś przekręt? Nikt nie dołączył do nas od czasu ostatniej walki, a nie chce mi się wierzyć, że ktokolwiek ośmieliłby się zdradzić.
- Ja też. – przytaknął mu Fumiya. – Ja też. – powtórzył ze zmęczeniem.
- Mamy jakieś rzeczowe dowody? – spytał Tokaji z swoją naturalną dozą ignorancji i nonszalancji. – Czy po prostu potrzeba wam jakieś nowej paranoi?
- Wzięłam misję na obrzeżach Saitamy. – odparła spokojnie Mako. – Wzięłam ze sobą Ichigo, w sumie tylko do towarzystwa. Zwykła misja, by wyeliminować jakiegoś pomniejszego inwestora. Tylko, że Fubuki doskonale wiedziało, o której będziemy i gdzie. – wytłumaczyła pobieżnie.
- Plus wspominali coś, że ich „kontakt nie okazał się blefem”. – rzuciłam.
Fumiya splótł palce i zamyślił się na chwilę. Omitsu obrzuciła krótkim spojrzeniem wszystkich zebranych i uniosła oczy ku niebu.
- Tokaji ma rację, popadamy w paranoję. – mruknęła z irytacją. – Przecież na to może być dużo innych logicznych rozwiązań. Na przykład ten facet wiedział, że ma wrogów i sobie ich wynajął. Albo pomyliłyście budynki. Albo oni też mieli go zabić. Albo, jako już najczarniejszy scenariusz, przyjmijmy, że włamali się nam do systemu.
- Tyle, że my nie mamy systemu. – zauważył Tsuneari, patrząc się na zakurzone pudło, które miało być komputerem. – Przynajmniej na razie.
Omitsu obrzuciła go groźnym spojrzeniem, a chłopak uniósł dłonie w obronie, wzruszając ramionami. Oparła się o biurko, czekając na reakcję szefa.
- Omitsu, nie ważne jak na to spojrzysz, nie pasuje żadne inne wytłumaczenie. – powiedział z napięciem w głosie Fumiya. – Zwłaszcza, że ci faceci powiedzieli nam w twarz, że Fubuki ma do nas wtyczkę.
- Jak jesteś taki mądry to się ich szefa zapytaj. – prychnęła, nie chcąc dać za wygraną. Po chwili złagodniała i spojrzała po zebranych z ciekawością. – A tak w ogóle ktoś wie, kto teraz nimi dowodzi?
Dostrzegłam kątem oka jak Mako drgnęła i od razu domyśliłam się, że jeszcze nie przekazała informacji o Katherine. Na samo wspomnienie tej kobiety przechodziły mnie ciarki. Rudowłosa odchrząknęła i spojrzała przeciągle na szefa, za bardzo nie wiedząc jak to wytłumaczyć. Z każdą sekundą oczy Fumiyi rozszerzały się coraz bardziej.
- Co do tego… To mamy mały problem. – oznajmiła, zachowując spokój.
- A przez problem co mamy rozumieć? – spytała z naciskiem Omitsu, świdrując zabójczynię wzrokiem. Mako uciekła od kontaktu wzrokowego, posyłając mi porozumiewawcze spojrzenie.
Westchnęłam, woląc nigdy tego nie mówić.
- No, bo tak jakby… Katherine Zayan żyje.
Zapadła martwa cisza. A po sekundzie Omitsu zerwała się na równe nogi.
- Niemożliwe, przecież Tsuneari ją zabił! – wykrzyknęła z oburzeniem. – TSU! – wydarła się na niego, oczekując wyjaśnień.
Chłopak również stanął na równych nogach, zeskakując z komody.
- No, bo ją zabiłem! – krzyknął z oburzeniem. – Raczej.
- Raczej? – powtórzył za nim Tokaji, również ożywiając się na tę wieść.
- Zawaliłem jej tak w skroń, że powinna zejść od razu, a po za tym krwawiła. Normalny człowiek powinien się już dawno wykrwawić. – wytłumaczył szybko. – A ja miałem rannego cywila!
Fumiya nie włączał się do rozmowy i analizował coś z konsternacją na twarzy. Przyglądałam się mu kątem oka, ale większą część mojej uwagi przyciągały wzajemne wrzaski Omitsu i Tsuneariego. Kobieta opierniczała go z góry na dół, ale chłopak się dzielnie wybraniał.
- Przypomnę ci jeszcze, że posłaliście mnie samego. Do Ikkebukuro. Na czwórkę uzbrojonych zabójców. W tym szefową. SZEFOWĄ, Omitsu. – podkreślił ze złością cud. – Ja bardziej martwiłem się o to, czy wrócę niż o to w ile ona się będzie wykrwawiać!
- Ale Katherine nie umie walczyć, tylko dowodzi! – rzuciła ze złością zastępczyni.
- Nie byłabym tego taka pewna. – wtrąciłam, przypominając sobie jak kobieta wbiła sztylet idealnie w głowę tamtego faceta i to celując między mną i Mako.
Tsuneari wykonał krótki gest zwycięstwa, a ja przygotowałam się na kolejną część kłótni. Bo szczerze, też wściekłabym się na miejscu Omitsu. Tokaji obserwował ich, siedząc obok i z trudem powstrzymując się od złośliwych komentarzy.
- No już, uspokójcie się. – zawołał szef, a my mimowolnie umilkliśmy. – Dlaczego blondynki zawsze sprawiają tyle problemów… - westchnął, ale spoważniał szybko, a na jego twarzy malowała się teraz zimna wściekłość. – Pojawienie się w tym wszystkim Katherine niczego nie ułatwia, a jedynie komplikuje. Ciekawi mnie tylko kogo trzeba będzie ukatrupić za współpracę.
- Łatwiej byłoby prowadzić śledztwo z strategiczką i księgowym. – mruknął Tsuneari. – Dlaczego nie uwzględniłeś w tym wszystkim Mikuru i Hirokiego? W ogóle z jakiej racji jesteśmy tu z Tokajim?
- No dzięki. – mruknął czarnowłosy.
- Oj, doskonale wiesz o co mi chodzi.
- Z tej racji. – powiedziała Omitsu, nakazując nam podejść do biurka.
Fumiya otworzył zamaszyście segregator, a naszym oczom ukazała się dokładna rozpiska wykonywanych czynności wszystkich członków Kaminari z ostatnich dwóch dni. Zagwizdałam z podziwem.
- Zacznę od początku: ja jestem dowódcą, więc siłą rzeczy nie mogę zdradzić własnej organizacji. Omitsu znam od ponad 14 lat i niestety spędzam z nią jakieś 19 godzin na dobę. – na słowo niestety kobieta wbiła mu łokieć między żebra. – Idąc dalej, Mako wzięła tą misję i narażała siebie na niebezpieczeństwo, co wyklucza szpiegostwo. To samo tyczy się Ichigo – bezsensowne dla szpiega byłoby się tak szybko ujawniać. A jeśli chodzi o ciebie i Tokajiego, Tsu… Sprawdziłem wasze kartoteki. Wyjechaliście do Kobe ze zleceniem trzy dni temu, a sama sprawa z tym inwestorem wpłynęła wczoraj. – urwał na moment i otworzył na stronie z Mikuru i Hirokim. – Jeśli chodzi o Mikuru, jest strategiem i ma 24-godzinny dostęp do wszystkich informacji i byłaby najlepiej usytuowanym szpiegiem jakiego Fubuki mogłoby mieć. A Katherine jest wygodna. Z kolei Hiroki kręcił się po Saitamie jakieś 2 godziny po zgłoszeniu tego zlecenia. Muszę to jeszcze zweryfikować.
W pokoju zapanowała cisza, a wszyscy wpatrywali się ze zdumieniem to w segregator, to w szefa, a Fumiya w końcu obrzucił nas zbulwersowanym wzrokiem.
- Ja wiem, że nie wierzyliście w moją inteligencję, ale nie zostałem szefem dlatego, że przyjaźniłem się z Aratą. A poza tym co wy myślicie, że robię przesiadując całe dnie w tym zatęchłym biurze? Piję na umór?
- I tak cuchnie od ciebie alkoholem. – stwierdziła spokojnie Mako, a Tsuneari zabrzęczał opustoszałą butelką po whisky.
Omitsu machnęła na nich dłonią, nachylając się przez ramię mężczyźnie.
- Czyli najbardziej podejrzanymi są ci, którzy przebywali w tych godzinach poza organizacją i w nieokreślonych miejscach? – powiedziała pod nosem, zastanawiając się nad czymś.
- Teoretycznie. Większość osób szybko wykreślę z listy podejrzanych. Przynajmniej mam taką nadzieję. – westchnął dowódca. – Ale tak na razie, nie wiecie czy ktoś zachowywał się podejrzanie, czy po prostu zniknął od tamtego czasu. Wolę tego nie przeoczyć i na wszelki wypadek zweryfikować.
Oblał mnie zimny pot, kiedy zdałam sobie sprawę z jednego faktu. Ayako.
Przyjaciółka wybyła z organizacji dość nagle, teoretycznie wystarczająco dużo czasu po wpłynięciu zgłoszenia, by dowiedzieć się o nim czegokolwiek. I nie wróciła do tej pory. Ichigo, stop. Przecież Ayako pojechała do rodziny.
W końcu się nie odezwałam i zgrywałam obojętną. Reszta osób też pokręciła głową. Fumiya w końcu mruknął coś pod nosem i napisał coś w dzienniku. Skinął w stronę Mako, a kobieta podeszła bezszelestnie do drzwi i odtworzyła je gwałtownie. Korytarz świecił pustkami. Rudowłosa zamknęła je i oparła się o nie.
- Czysto, nikt nie podsłuchiwał. – oznajmiła.
- Świetnie. – przytaknął Fumiya. – Dobra, dzieciaki nie zatrzymuję was dłużej. Idźcie i zajmijcie się sobą, my jeszcze coś posprawdzamy. Ale jedna prośba – nie zapuszczajcie się sami w jakieś podejrzane miejsca – wolałbym nie zawężać jeszcze bardziej kręgu zaufanych ludzi.
***
Po krótkiej dyskusji uznaliśmy, że ściany w naszych pokojach są zbyt cienkie, by rozmawiać o utajnionych sprawach, nawet szeptem, więc wyszliśmy na zewnątrz. Obszar za magazynem był bardzo zapuszczony, ale jedno z drzew nadawało się idealnie na wspinaczkę. Stara rozłożysta wierzba ukryta w cieniu wyższych drzew.
Tokaji wskoczył na drzewo jako pierwszy, nawet się na nas nie oglądając i zajął najwyższą gałąź. Tsuneari wskoczył na rozgałęzienie i wyciągnął do mnie dłoń. Spojrzałam na niego z godnym politowania uśmieszkiem, ale przyjęłam pomoc. Chwilę później siedziałam na tej samej gałęzi co Tokaji, tylko trochę niżej, a Tsuneari balansował na przeciwległej stronie.
- To wszystko jest jakieś dziwne. – rzucił z przekąsem, rozkładając ramiona i idąc cały czas do przodu. – Nie chce mi się wierzyć, że ktoś z naszych zdradził.
- Będzie zabawnie jak okaże się, że ktoś szpieguje, dajmy na to od trzech lat. – prychnął lekceważąco Tokaji, jakby cała ta sytuacja była dla niego formą rozrywki.
- Nie chciałbym być w skórze tej osoby jak nasi się do niego dorwą. – mruknął Tsu, siadając w końcu na gałęzi.
- Skończy się podobnie jak z tym gościem z okolic listopada? – spytałam, przywołując w pamięci obraz faceta, który dość długo u nas nie bawił.
- Gorzej. – powiedzieli w tym samym momencie, kiwając ze zrozumieniem głowami. Przewróciłam oczami.
- W ogóle, Ichi… - mruknął Tokaji, wbijając we mnie wzrok. – Czemu nie powiedziałaś, że Ayako nie ma od wczoraj? – spytał, wpatrując się we mnie bacznie.
- Skąd ty w ogóle o tym wiesz, co? Nie było was od trzech dni. – mruknęłam podejrzliwie, czując, że zanosi się na sprzeczkę.
- Zauważyłem. – burknął w odpowiedzi, prostując się. – I nie uciekaj od mojego pytania. – dodał groźnie, napinając mięśnie.
Zmrużyłam w odpowiedzi oczy, licząc, że sobie odpuści.
- Oj, Tokaji daj spokój. – jęknął Tsuneari siadając idealnie między nami, jakby to miało powstrzymać nas od skoczenia sobie do gardeł. – To tak jakby Ichigo zależało na zesłaniu podejrzeń na Ayako. A tak się po prostu nie robi.
- Co nadal nie wyjaśnia ukrycia jej nieobecności. – powiedział Tokaji, coraz bardziej cięty. – Chyba, że jest coś do ukrycia.
Poczułam jak moje dłonie mimowolnie zwinęły się w pięści i nim Tsuneari znów spróbował przemówić nam do rozsądku, syknęłam ze złością:
- Czy ty mi coś insynuujesz?
- Może? – wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu.
- Ja pitole, czy wy nie możecie przeżyć chociaż godziny bez tych ciągłych kłótni? – jęknął Tsuneari, rozciągając się ze znudzeniem. – Po kilku miesiącach zrobiło się to przewidywalne, ale nadal męczące. Dla mnie.
- To już nie moja wina, że ona tak reaguje na zwykłe przypuszczenia…
Stanęłam na równe nogi, gotowa zrzucić go na zbity pysk z tej wierzby, ale Tsuneari powstrzymał mnie ramieniem, wbijając już podirytowany wzrok w przyjaciela.
- Tyle, że to nie brzmi jak przypuszczenia tylko oszczerstwa. Przynajmniej w twoim ustach, Tokaji. – mruknął niskim głosem, mierząc się wzrokiem z czarnowłosym. Tokaji zmarszczył czoło i w końcu przerwał bitwę na spojrzenia.
- Mniejsza z tym. – rzuciłam na pojednanie. – Mnie jeszcze tylko zastanawia dlaczego nie było Ryutaro.
- Jest końcówka miesiąca. – odpowiedział mi Tsu, wracając do swojej naturalnej, spokojnej postaci. – Pewnie znowu pojechał po zapasy lekarstw i tak dalej…
- Cholera. – syknął Tokaji, sięgając do kieszeni. Wyciągnął z niej nieduży pojemniczek, typowo lekarski i spojrzał do niego krytycznie. – Jasna cholera. – powtórzył ze złością, wysypując ostatnie trzy tabletki na dłoń. – Nie powiedziałem Ryutaro, że mi się to kończy.
Przyjrzałam się podejrzliwie rzekomym lekarstwom, ale nim zdążyłam zapytać ubiegł mnie Tsuneari, który chwycił przyjaciela za nadgarstek z malującym się gniewem w ciemnobrązowych oczach.
- Czy to ci nie miało wystarczyć do końca kwietnia? – spytał z naciskiem.
Tokaji na chwilę uciekł od niego wzrokiem, po czym zacisnął palce wokół tabletek i wyrwał się z uchwytu przyjaciela. Tsuneari nadal czekał na jego odpowiedź, teraz skrzyżował ramiona na piersi. Czarnowłosy posłał nam krótkie spojrzenie i połknął tabletki na raz. Tsu groźnie zmrużył oczy.
- Czy ty już trochę nie przeszkadzasz? – warknął. – Już dzisiaj to brałeś.
- Zamknij się. – odburknął Tokaji. – To mi pomaga.
Przez myśl mi przemknęło, że chłopak dostawał po jednej tabletce dziennie od Ryutaro w styczniu, by mógł w miarę uśmierzyć ból od ran. Poczułam ukłucie niepokoju, widząc, że nadal bierze te podejrzane leki.
- Dobra, idę poszukać pana lekarza. – mruknął po chwili napiętej ciszy i zeskoczył z drzewa. Odwrócił się jeszcze by się pożegnać, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie o przesądzie i opuścił uniesioną dłoń, odwracając się od nas.
Tsuneari patrzył się za nim dopóki nie zniknął z pola widzenia, po czym z głośnym westchnieniem opadł na gałąź, wplatając palce we włosy. Przyjrzałam się mu, po czym powędrowałam wzrokiem za czarnowłosym. Zimna dłoń zacisnęła się na moim gardle.
- Tsuneari…
Chłopak podniósł na mnie zdenerwowane spojrzenie, ale widząc mój zmartwiony wzrok, uśmiechnął się ciepło, prostując się z powrotem.
- Ichi, naprawdę nie ma się czym jeszcze zamartwiać. – powiedział czule. – Zaufaj mi, jak nie da sobie z tym spokoju, wybiję mu to z głowy do końca miesiąca. – obiecał dumnie, kładąc pięść na sercu.
Uśmiechnęłam się, trochę rozluźniając.
- Na serio nic sobie nie zrobi? – spytałam jeszcze, marszcząc czoło.
- Masz moje słowo. – przytaknął Tsuneari. – Ale za Ryutaro nie ręczę. Znowu zrobi mu Armagedon z tymi tabletkami. – zaśmiał się, lecz szybko ucichł.
Zapadła cisza, przerywana szumem liści poruszanych przez wiatr. Westchnęliśmy prawie w tym samym momencie i spojrzeliśmy na siebie ze zrozumieniem.
- Martwi mnie to wszystko. – powiedziałam cicho. – Zaczynało się powoli uspokajać.
- Czasem mam wrażenie, że im bardziej technologia pójdzie do przodu, tym mniej będzie oczekiwanego spokoju. Trochę to ironiczne. – dodał z przekąsem. – Najbardziej mi szkoda Fumiyi.
Spojrzałam na niego pytająco, dając znak by kontynuował.
- No bo spójrz na to z tej strony, Ichigo… On daje nam największy kredyt zaufania, a tu proszę, prawdopodobnie ktoś wbił nam nóż w plecy. Pewnie zamęcza się, że nie zauważył tego szybciej. – mruknął. – Wiesz… Kiedy Arata nami dowodził przez te 7 lat nie przepuścił przez nasze bramy żadnego szpiega. Często powtarzali mu, że jest zbyt pobłażliwy, praktycznie dołączał do nas każdego kto tu przychodził, ale nigdy nie popełnił błędu. Miał przerażający zmysł do ludzi. Między innymi dlatego tu jestem. Fumiya z kolei był dużo bardziej podejrzliwy i zawistny, ale jako dowódca takiej małej organizacji nie mógł sobie pozwolić na pozbywanie się ludzi…
- Rozumiem. Też czułabym się podle, jakby się okazało, że ktoś komu pozwoliłam dołączyć jest zdrajcą. – przerwałam mu cicho i zeskoczyłam z drzewa.
Tsuneari wylądował po chwili obok mnie.
- Szczerze mam nadzieję, że to nie będzie nikt kogo jakoś bardzo lubię. – zakończył jeszcze i ruszył w stronę magazynu. Powoli się ściemniało.  
- Idziesz sprawdzić co z Tokajim? – spytałam, gdy skręcił w stronę gabinetu Ryutaro.
- Nie, idę sprawdzić, czy Ryu go nie rozszarpał. – zaśmiał się. – Miałem wrażenie, że Ayako mi mignęła. – rzucił jeszcze przez ramię, a ja skinęłam z podziękowaniem głową.
***
I chłopak się nie mylił. Ayako kręciła się po naszym pokoju na oko dopiero od kilku minut. Stanęłam w progu z założonymi rękoma, czekając na jakieś wyjaśnienia. Dziewczyna jednak nie zwróciła na mnie uwagi i rozpakowywała torbę. Po chwili spojrzała na mnie pytająco.
- No co tak sterczysz?
Westchnęłam i usiadłam naprzeciw niej na swoim łóżku.
- Czyś ty oszalała?
- Szaleństwo to pojęcie względne. – odparła z zawadiackim uśmieszkiem. – Ale tak na serio przepraszam, że tak nagle pojechałam do rodziców. I za to, że nie odbierałam telefonów. Wiesz, że nie chcę ryzykować, że rodzeństwo się czegoś dowie.
- Mogłaś chociaż wysłać SMS’a, że zostajesz tam na noc. – mruknęłam.
- Nie przesadzaj. – przewróciła oczami. – A co niby takiego się stało, że miałabym się meldować? – zaśmiała się.
Nie odpowiadałam przez dłuższy moment ani nie uśmiechnęłam się do niej, więc dziewczyna spoważniała po chwili i przekrzywiła głowę.
- No dooobra. – przeciągnęła. – Co jest?
- Ayako, musimy pogadać. – powiedziałam spokojnie. – Ale ostrzegam, że to dość długa histo…
Nie dokończyłam, bo drzwi do naszego pokoju otworzyły się z hukiem, a do środka wpadła Miyako. Po sekundzie nasza blaszana ścianka działowa runęła z hukiem. Znowu.
- Ichigo! – wysapała. – O, cześć Ayako. – rzuciła spokojnie w stronę brązowowłosej. – Mamy problem! – wykrzyknęła ponownie w moją stronę.
- Jezu, zawału można…
- Nie gadaj, tylko chodźcie za mną. – powiedziała szybko i zniknęła w korytarzu.
Spojrzałyśmy po sobie z Ayako i synchronicznie wzruszyłyśmy ramionami. Wychyliłam się za drzwi, rozglądając z ciekawością po wąskim korytarzu, który wydał się jeszcze mroczniejszy z malującą się w ciemnościach sylwetką Miyako.
- Ale co jest grane?
- Chodzi o tą eskortę, którą wzięła Miyoko.