16 marca 2016

Splamiona krwią ~ Krwawa Truskawka ~ Rozdział 2

Rozdział 2

Słowa Miyako podziałały na mnie trzeźwiąco i cofnęłam się błyskawicznie do pokoju, na oślep chwyciłam kaburę z mieczem i ruszyłam z powrotem w jej stronę. Nim jednak zdążyłam przekroczyć drzwi, Ayako złapała mnie za ramię.
- Ayako, puszczaj i zbieraj się. Mamy mało czasu. – syknęłam, wyrywając się jej. Brązowowłosa wbiła we mnie poważne spojrzenie.
- Jesteś pewna, że akurat ty musisz iść? – zapytała, patrząc mi w oczy.
Odpowiedziałam jej zdziwionym spojrzeniem, takim jak zwykle. Jednak ona spuściła wzrok, jakby nie będąc w stanie znieść widoku moich granatowych oczu. Wyczuwając jej ponury nastrój, uśmiechnęłam się krzywo.
- Wiesz, nikogo nie ma i wybór jest dość ograniczony. – rzuciłam, odwracając się. – Ale jak nie chcesz, to zostań. Na tyle mamy ludzi.
- Powinnaś zostać. – powiedziała jeszcze cicho, nie ruszając się z miejsca. Ton jej głosu zaniepokoił mnie, ale obiecałam sobie, że jak to wszystko się rozwiąże porozmawiam z nią o tym. Zamykając drzwi dosłyszałam jeszcze jej szept: - Chociaż raz zostań.
Popędziłam korytarzem w stronę wyjścia.
Dostrzegłam Miyako, która ubierała się pośpiesznie w czarny softshell, a nad nią stał Tsuneari zajadając bułkę z masłem. Kiedy mnie usłyszał, obrócił się z zniecierpliwieniem wymalowanym na twarzy i rzucił krótkie spojrzenie Miyako.
- Widzę, że ty też wybywasz w tempie ekspresowym. – stwierdził na powitanie. – Czy któraś z was powie mi dlaczego tak się śpieszycie?
- Misja Miyoko była blefem. – powiedziałam krótko, przesznurowując buty.
Tsuneari zastygł na moment, po czym wepchnął do ust resztę bułki i popędził w głąb budynku. Miyako spojrzała na mnie pobieżnie, gotowa do wyjścia, i ruszyła w stronę schodów.
- Mówiłaś komuś, że wychodzimy? – spytałam, choć teoretycznie było na to trochę za późno.
- Nie. – odparła krótko. – Miyoko zadzwoniła do mnie raptem kilka minut temu. Więcej opowiem ci po drodze, teraz lecimy na stację. Jak dobrze pamiętam rozkład, zdążymy złapać jakiś pośpieszny.
Usłyszałam za sobą kroki i spojrzałam przez ramię. Po kilku sekundach dogonił nas Tsuneari, dopinając kurtkę i przewieszając sobie kaburę z mieczem przez ramię. Uśmiechnął się do nas zawadiacko.
- Czy wy serio myślałyście, że taki dżentelmen jak ja, pozwoli takim delikatnym kobietom, jak wy iść samemu rozprawić się ze złem? – roześmiał się, ale po chwili spoważniał. – A tak na serio, nadal uważam, że powinnaś wziąć kogoś jeszcze z nami Miyako. – powiedział, równając się krokiem z kobietą.
- Trochę nie było czasu. – prychnęła. – A wy byliście pod ręką.
- Nie wiesz ilu ich tam jest. W trójkę możemy nie dać rady.
- Akurat o siebie nie powinieneś się martwić. Poradzisz sobie, panie Zjawo. – rzuciła, unosząc jeden kącik ust do góry.
Tsuneari przewrócił oczami.
- Akurat nie martwię się o siebie. – mruknął ledwo dosłyszalnie.
Dalej biegliśmy w milczeniu, aż w oddali zamigały nam reflektory pociągu. Miyako przyśpieszyła i wskoczyła do środka wagonu w sam środek tłumu. Tsuneari wyprzedził mnie z łatwością i również wepchnął się do środka, rozpychając ludzi i robiąc mi miejsce. Zdążyłam w ostatniej sekundzie, czując jak końcówki włosy zostały przytrzaśnięte przez automatyczne drzwi.
Ludzie oglądali się na nas, ale Miyako niewzruszenie zaciągnęła nas w kąt wagonu, gdzie pasażerowie albo słuchali muzyki na słuchawkach, albo byli pijani. Nastawiliśmy uszu i zniżyliśmy głosy.
- A teraz zdradź nam coś więcej. – poprosiłam cicho, wpatrując się w kobietę uważnie.
- Dobra. – przytaknęła, rozglądając się jeszcze nieufnie wokół. – Wiecie, że Miyoko miała eskortować jakiegoś typka, nie? On miał jej wskazywać drogę czy jakoś tak, ale wywiódł ją w ogóle w złym kierunku i czekali na nią już tam jego kumple. – streściła pobieżnie, upewniając się, że nikt nas nie podsłuchuje.
- I wszystko jasne. – szepnął Tsu z ironią. – A mniej szczegółowo się nie dało? – prychnął jeszcze z sarkazmem, uśmiechając się pod nosem.
- No wybacz, to wszystko co mi powiedziała przez 30 sekund naszej rozmowy. – syknęła Miyoko, a chłopak pokazał jej język.
Machnęłam na nich dłonią.
- Ale wiesz gdzie teraz jest? – spytałam.
- Na pewno na obrębie dzielnicy Odai. Zakładam też, że w tym wąskim odcinku między rzeką Arakawa, a Sumida. – odpowiedziała.
- Od jakiego miejsca zaczynamy szukać? – rzucił Tsuneari, poważniejąc już całkowicie.
- Od stacji. Ale zaryzykowałabym skierowanie się w stronę tego parku…
- Parku Otakebashi? – zdziwiłam się. – Jesteś pewna, że akurat tam?
- Zaufaj mi. – Miyako lekko się rozluźniła i na jej twarz znów wstąpiła pewność siebie. – Telepatia bliźniaków.
***
Wyskoczyliśmy jako pierwsi z pociągu, a za nami posypały się wiązanki cichych przekleństw. Prychnęłam pod nosem. To była ta jedna z zabawniejszych części tego życia.
Spojrzałam na niebo. Dzisiaj zrobiło się wyjątkowo szybko ciemno, jakby znów szła zima. Zachodzące słońce zakryły chmury, a ja przewróciłam oczami. Jakby chociaż raz nie mogło słońce sobie poświecić.
Dzielnica była jakby wymarła, a nasza trójka nie musiała obawiać się odkrycia i spokojnie poruszaliśmy się po ulicach. Teraz odczułam zmęczenie tymi tłocznymi ulicami, na które nigdy nie można było wyjść bez krycia się ze wszystkim. Jednak ta opustoszała okolica nie świadczyła o niczym dobrym. Wskazywała jedynie na to, że gdzieś niedaleko jest niebezpiecznie, a prości ludzie ukryli się w zaciszu swoich domów.
Na ulicy sąsiadującej z parkiem Tsuneari nas zatrzymał i krótkim gestem nakazał poczekanie na niego tutaj. Po czym ukrył się w wydłużających się cieniach i jego niknąca sylwetka pomknęła w kierunku parku. Obie stałyśmy w milczeniu przez kilka minut, dopóki chłopak nie stanął między nami. Oczywiście pojawił się tak samo jak zniknął.
- Moje wątpliwości co do twojej „ksywki” zostały rozwiane… - mruknęła ironicznie Miyako, ale Tsuneari przyłożył palec do ust.
- Cicho. – ściszył głos do minimum. – Są tam, w parku. Miyoko wygląda na całą, ale rozmowa wyglądała na dość… napiętą. Nie wiem o czym gadali, nie chciałem ryzykować zbliżenia się jeszcze bardziej. – wytłumaczył szybko. – I mówiłem, że nas jest za mało. Ich jest pięciu. Trzech facetów, dwie kobiety.
- Z Miyoko jest nas czwórka. – mruknęłam.
- Przypominam ci, że w misji ratunkowej, osoby ratowanej zazwyczaj nie zalicza się do ekipy walczącej. – uśmiechnął się krzywo.
– To co robimy? Usiłujemy zrobić to taktycznie, czy wbijamy na środek parku? – spytała kobieta.
- Wbijamy. – powiedzieliśmy synchronicznie z Tsunearim, a Miyako pokręciła tylko głową.
- Niech będzie. – przytaknęła. – Odłączę się od was na chwilę. Mam zarys planu, ale nie sugerujcie się tym. Jak sytuacja pozwoli to spróbuję coś wykorzystać.
Skinęliśmy potakująco głowami. Tsuneari wstał i skierował się w cień, znowu praktycznie rozmywając się w nim. Starałam się naśladować jego sposób poruszania się, ale po kilku chwilach sama opracowywałam taktykę skradania.
W jego ruchach było coś… dziwnego. Jakby całe życie krył się w mroku. Jakby ciemność do niego przylegała.
Wzdrygnęłam się na tę myśl i potrząsnęłam głową. Zbędne myśli nie powinny mi teraz zaprzątać głowy.
- Wiesz co, Ichi… - szepnął Tsuneari, gdy zza drzew dało się dostrzec kształty wrogów. – Pomyślałem sobie coś strasznie wrednego… Że może to bliźniaczki są zdrajczyniami. To już przeobraża się w paranoję, prawda?
- Może jeszcze nie. – odszepnęłam. – Też przeszło mi to przez myśl.
- A może oboje jesteśmy paranoikami… - prychnął pod nosem.
W dalszym milczeniu zbliżyliśmy się do parku, kryjąc się za niskim żywopłotem. Wystawiłam ostrożnie głowę zza gałązek, mrużąc oczy ze zdenerwowania. Cała piątka otoczyła teraz Miyoko i zadawała jej jakieś pytania. Kobieta wyprostowała się, postąpiła krok naprzód, odpowiadając coś z zaciętym wyrazem twarzy. Facet popchnął ją mocno do tyłu, a jedna z zabójczyń, podcięła ją i Miyoko upadła.
Drgnęłam, napinając mięśnie, ale Tsuneari ścisnął moje ramię. Spojrzałam na niego kątem oka, a on nie oderwawszy od nich wzroku, pokręcił głową. Mimo to, dłonie miał zwinięte w pięści. Zacisnęłam zęby, czując przepełniającą mnie wściekłość.
Ciekawe, czy będą tacy pewni siebie, gdy stracą przewagę liczebną.
Moje usta rozciągnęły się w demonicznym uśmiechu.
Miyoko podniosła się sprawnie, mordując ich wzrokiem. Już stąd dostrzegłam chłodny błysk w jej brązowych oczach. Facet roześmiał się szyderczo i popchnął ją ponownie. Kobieta zatoczyła się do tyłu, a ja prawie zerwałam się na równe nogi. Tsuneari okazywał zdecydowanie większe samozaparcie.
Ale tym razem Miyoko straciła kontrolę nad sobą i przyrżnęła w jego gębę z całej siły.
A ułamek sekundy później rozległ się szczęk wyciąganej broni.
Przeskoczyliśmy żywopłot w tym samym momencie, a ja zaśmiałam się w duchu. Jesteś tak samo w gorącej wodzie kąpany jak ja, Tsu. Przeniosłam wzrok na stojącą między nimi Miyoko, która uniknęła płynnie większości cięć. Spojrzała na chwilę na nas, ale nie pokazała po sobie niczego, by nie powiadomić o tym przeciwników.
Wyciągnęłam miecz z kabury, a gdy złowróżbny świst przecinanego powietrza wypełnił okolicę, żądza krwi popłynęła w moich żyłach.
Trzy osoby, włączając w to powalonego wcześniej faceta, obróciło się w naszym kierunku, pozostała dwójka okazała wystarczająco dużo inteligencji, by nie odwracać się do Miyoko tyłem.
W ostatnim momencie Tsuneari zabiegł mi drogę, tak że trójka przygotowała się na jego atak. Po czym odbił błyskawicznie w bok, wyskakując wysoko i spadając z cięciem na faceta przy Miyoko. Wzrok trójki odbiegł za nim, a ja zderzyłam się ze szczękiem z facetem. Krwawił z kącika ust.
- Szkoda, że nie przywaliła ci mocniej. – mruknęłam pod nosem, widząc, że uderzony zbytnio się tym nie przejął.
- Nie pozwalaj sobie na za dużo. – warknął, odskakując ode mnie.
Przewróciłam oczami, obracając się błyskawicznie, jednocześnie tnąc poziomo. Wytrąciłam miecz z dłoni kobiety, która zachodziła mnie od tyłu. Nie zahamowałam, wykonując pełny obrót i zamierzyłam się z góry na faceta.
Najwyraźniej ich przeceniłam. Zabójca nawet nie próbował mnie ponownie zaatakować. Trzymał opuszczoną gardę, a moje ostrze przeszyło go wzdłuż tułowia. Krew zbryzgała mi twarz.
Wyprowadziło mnie to na sekundę z rytmu, ale szybko do niego wróciłam. Przeniosłam ciężar ciała na lewą nogę, a z prawej wyprowadziłam kopnięcie. Uśmiechnęłam się lekko, gdy usłyszałam jęk kobiety. Upadła na ziemię ze stęknięciem.
Obróciłam miecz kilka razy w dłoni, by dobrze go trzymać i zaatakowałam z całym impetem ostatniego z atakującej mnie trójki. Ten najwyraźniej był najbardziej pociumany z nich wszystkich i przygotował się na moje ataki.
- Ty tu dowodzisz? – warknęłam, cedząc słowa przy każdym uderzeniu.
- A i owszem, mała. – burknął w odpowiedzi, atakując trochę mocniej.
Nasze ataki lekko zwolniły, jakbyśmy oboje przygotowywali się do rozmowy i objęcia przewagi. Zmierzyłam go wzrokiem.
- Zgaduję, że tak łatwo mi nie powiesz, kto zdradził Kaminari, prawda? – posłał mi pełen politowania uśmiech słysząc to. – Tak myślałam. – mruknęłam jeszcze, a w jego szarych oczach błysnął cień zwycięstwa.
Znów przewróciłam oczami, gdy zamierzył się na mnie z góry. Są zbyt przewidywalni. Upadłam zwinnie na ziemię, przetaczając się tuż obok nadbiegającej od tyłu kobiety. Facet nie zdążył zahamować swojego ciosu, a towarzyszka na niego wpadła. Po chwili wydarła się z bólu, gdy jego miecz zatopił się w jej ciele.
Odwróciłam od nich wzrok, kierując się w stronę gościa, którego zraniłam na początku. Wstawał powoli, ale przycisnęłam go stopą do ziemi i nad gardło nastawiłam mu czubek ostrza, trzymając go jako zakładnika.
- Co za potworne dzieciaki… - wydusił szef bandy, przytrzymując ranną kobietę. Najwyraźniej Tsuneari też dawał sobie radę. – Albo czymkolwiek jesteście. – splunął na ziemię, a w jego szarych oczach zabłysnął gniew.
Za mną rozległo się stęknięcie. Obróciłam się gwałtownie, a u stóp chłopaka upadała właśnie przeszyta mieczem kobieta. Miyoko zniknęła z punktu naszego widzenia. Najwyraźniej Tsuneari kazał się zmyć się i poszukać jakiejś broni.
- Ty skurwysynie! – wrzasnęła ranna, wyrywając się szefowi.
- Wybaczcie, chciałem tego uniknąć. – powiedział chłopak nadzwyczaj delikatnie, ale w jego ciepłych brązowych oczach kryła się bezwzględność. – Ale taki nawyk.
Przeszyły mnie ciarki, na widok takiego Tsu.
Ranny wykorzystał moje rozkojarzenie i reszką sił zepchnął mnie z siebie. Odzyskałam z łatwością równowagę, ale spojrzałam na niego z nienawiścią. Facet odbiegał w zupełnie innym kierunku, a ja automatycznie ruszyłam za nim. Zniknęłam w zacieniu parku, doganiając go po kilku sekundach. Adrenalina przepełniała każdy centymetr mojego ciała.
Najpierw przecięłam mu plecy, a on stracił siły do biegu i runął jak długi, sycząc z bólu, gdy upadł na rozciętą pierś. Przebiegłam jeszcze kilka kroków, hamując ze ślizgiem. Facet podniósł na mnie wzrok. Jego oczy były już pogodzone z przeznaczeniem.
- Naprawdę jesteś potworem, nie dzieciakiem. – wystękał ledwo.
- Na serio wystarczy samo Ichigo. – odparłam chłodno. – A teraz gadaj co wiesz. – nakazałam kierując nad jego kark miecz.
Facet prychnął, choć wcale nie wyglądało jakby był typem, który będzie śmiał się w ostatnich chwilach ze swojego mordercy.
- A co, oszczędzisz mnie wtedy?
- Nie bądź głupi. – mruknęłam, biorąc zamach. – Ale możesz się do czegoś przydać. – dodałam jeszcze z nadzieją.
A potem on splunął na ziemię.
Dźwięk rozpruwanego ciała, łamanych kości usłyszałam już tylko ja. Facet miał tyle szczęścia, że nie cierpię męczyć ludzi przed ich śmiercią.
Przed oczami pojawiły mi się czarne plamy, a duszący ścisk w sercu powrócił w delikatnym nawrocie. Zawahałam się na chwilę, zaciskając oczy. Nie ważne ile razy zabijałam, ile razy okazywałam bezwzględność… ile razy była spowita krwią… To uczucie zawsze po tym wracało.
Spojrzałam na swoje czerwone od krwi ręce, w momencie, gdy usłyszałam bojowy wrzask i szczęk metalu. Zwinęłam dłonie w pięści i pomknęłam w stronę walczących towarzyszy.
Zatrzymałam się rozglądając co się dzieje. Na ziemi nadal leżała ta kobieta. Tsuneari zaciekle usiłował zabić ich szefa, ale mężczyzna odzyskał straconą werwę i nie dawał się tak łatwo zabić. Pozostałej przy życiu dwójki nie zobaczyłam.
- Jak już mówiłem, nie lubię zabijać bez potrzeby, gościu. – warknął Tsuneari. – Ale teraz to już mnie wkurwiłeś.
- Masahiro. – burknął tamten, wycofując się, gdy zbliżyłam się do nich z mordem w oczach.
- Tsuneari, gdzie reszta? – spytałam, błyskając ostrzem w stronę wroga.
- Powinniście sobie zapamiętać to imię. – splunął, odbiegając. Chciałam ruszyć za nim, ale chłopak powstrzymał mnie. – Widzę, że dobrze główkujesz, Nakade. Masahiro, zastępca dowódcy Fubuki. Nie do usług.
Spojrzałam ze złością na chłopaka, nie wiedząc czemu nie reaguje.
Facet jeszcze zawołał kobietę, która wypadła z przeciwnego zakrętu. Spostrzegłam, że jest w krwi, a Masahiro też był zdziwiony, ale bez zbędnych pytań wycofał się błyskawicznie.
Gdy zniknęli z pola widzenia, Tsuneari spojrzał na mnie poważnie, nim zdążyłam się na niego zdenerwować.
- Musimy znaleźć Miyako. I to szybko. – oznajmił tylko, ruszając instynktownie naprzód.
- Czemu ich nie zaatakowałeś? – spytałam spokojnie, widząc jego powagę.
- Spieprzyliśmy. Miyoko ich zaatakowała tego drugiego gościa, ogłuszył ją, a mnie zatrzymał ten Masahiro. – powiedział szybko. – A teraz mają zakładnika. Cholera by to!
- A ta babka? Gdzie ona była? – spytałam, czując, że napięcie narasta.
Tsuneari już miał odpowiedzieć, że chciałby to wiedzieć, gdy do moich uszu dobiegł głos jednej z bliźniaczek. Był delikatniejszy niż powinien być. Przeszyło mnie nagłe uczucie niepokoju.
- Ta kobieta… była ze mną. – powiedziała Miyoko, ocierając z rozciętej twarzy krew.
Zbladłam widząc ją.
Jasny gwint.
Tsuneari wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
- Nigdy więcej nie zaufam planom Miyako. – wydusił po chwili.
- Porwali nie tą co trzeba. – mruknęłam tylko.
Miyoko uśmiechnęła się lekko.
- To jedna z naszych lepszych zmyłek.
Spojrzeliśmy po sobie z Tsuneari, nie mogąc się nie uśmiechnąć. Skwitowaliśmy to krótko.
- Co za idioci.
***
Po chwili tego czarnego humoru, nie było już nam do śmiechu. Wynieśliśmy się czym prędzej z tego cholernego parku, by nie ściągać na siebie uwagi. Współczuję tym, którzy znajdą ciała tych zabójców.
Uśmiechnęłam się zwycięsko, widząc świeże ślady opon na ulicy. Najwyraźniej śpieszyło im się na tyle, żeby spalić gumę i zostawić wyraźny kierunek swojej jazdy. Tsuneari nie wyglądał na zbytnio przekonanego. Zacmokał z niezadowoleniem, gdy zaczęłyśmy z Miyoko rozglądać się za środkiem transportu.
- No co jest? – spytałam, gdy nadal wpatrywał się w te ślady.
- Po prostu to mi się nie podoba.
- Za bardzo nie mamy na to czasu. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. – zawołała z oddali Miyoko, patrząc przez okna do środka jakiegoś auta.
- Czy tylko mi się wydaje to podejrzane? – mruknął, pocierając kark. – Sądzisz, że byliby tak głupi, by wskazywać nam drogę śladami opon? Dla mnie wygląda to tak, jakby chcieli byśmy za nimi pojechali. – westchnął.
- A ja po stylu ich walki sądzę, że to amatorzy. – odparłam. – A poza tym po to bierze się zakładników, by reszta za nimi podążyła.
- Nadal mi się to nie podoba. – mruknął jeszcze, ale dołączył do szukania auta.
Nie chcieliśmy brać pierwszego lepszego, nie chcąc ryzykować uruchomienia alarmu, czy naprzykrzeniu się komuś ze służb mundurowych. W trakcie szukania samochodu zdążyliśmy wymienić się informacjami.
Misja Miyoko przebiegała schematycznie: spotkała się z jednym z facetów, tym najmniejszym i niepozornym, który sprawiał wrażenie osoby nieumiejącej posługiwać się bronią. Prowadził ją prostą drogą, wyglądającą bardzo realistycznie. Z początku przez myśl przeszło jej, że to blef, ale on na serio szedł prostą drogą do celu.
I tu był haczyk. Zbyt prostą.
Śledzący ich oddział zabójców wkroczył do akcji zbyt szybko, gdy wspomniane miejsce było zbyt blisko, a ona mogła zwinnie zniknąć im z oczu z ważnymi informacjami. W planach był atak w podziemiu na nią, ale wyszło jak wyszło. A Miyoko, uciekając, zdążyła wybrać na kilkanaście sekund numer swojej siostry.
- Szczerze, nie domyśliłam się, gdzie jest ten bar, czy jak on to nazwał. Ale punkt dla nas – wiemy w jakim obrębie tego szukać. – zakończyła.
- Ja bym bardziej martwiła się o to, że już ich zgubiliśmy. – westchnęłam. – Mogli pojechać wszędzie. – dodałam, wpatrując się w plecy brązowowłosego, który rozpracowywał zamek w drzwiach auta.
Rozległo się ciche kliknięcie, a Tsu otworzył drzwi do starej Hondy.
- Voilà – ukłonił się nam komicznie nisko.
- Świetnie. Teraz trzeba tylko namierzyć Miyako. – stwierdziłam sarkastycznie.
- Da się zrobić. W końcu nie sądzę, że pozbyli się jej telefonu. Mogli jej zabrać, by coś sprawdzić, ale mam nadzieję, że nie. – mruknęła Miyoko, wsiadając na tylne siedzenia. – Uwierzcie mi, znam moją siostrę bliźniaczkę. Ona napisze sms’a z zamkniętymi oczami, będąc związana.
- A telefon da się namierzyć i bez tego. – dokończyłam, zastanawiając się gdzie zająć miejsce w aucie.
- W ogóle, kto ma zamiar prowadzić? – spytał Tsuneari.
Spojrzałyśmy na niego z Miyoko wyczekująco.
- Mnie wykluczcie od razu. – powiedziała z pełną powagą po chwili. – Przypominam, że nie jesteśmy ubezpieczeni.
- Ja w życiu nie siedziałam za kółkiem. – mruknęłam, wbijając spojrzenie w Tsuneariego.
Chłopak jęknął.
- Nie chcesz tego, Ichi. Zaufaj mi.
- Daj spokój, ostatnim razem nie było tak źle. – zaśmiała się Miyoko, sprawdzając coś w telefonie.
Korzystając z okazji, zajęłam miejsce pasażera, by Tsu nie mógł się już wycofać. Poza tym śpieszyło się nam. Instynkt wyszeptał, że może jest tak źle z jego jazdą, że nawet uciekający czas nie pomaga. Chłopak spojrzał na mnie z resztką nadziei, ale po chwili tylko głęboko westchnął i siadł za kółkiem.
- Miyoko, liczymy na twój instynkt póki co. – powiedział, odpalając silnik. – Tylko nie mówcie mi, że nie ostrzegałem.
***
 Po dłuższym czasie, gdy zapadł już zmrok, a wszystkie ulice opustoszały, Tsuneari zahamował gwałtownie, zatrzymując się na czerwonym świetle. Zarzuciło mnie do przodu, ale z przyzwyczajenia miałam zapięte pasy. Miyoko natomiast prawie rozpłaszczyła się na szybie.
- Czyś ty… - fuknęła, urywając w połowie.
Tsuneari przywalił pięścią w klakson, wkładając w cios całą siłę.
- To nie ma sensu! – warknął. – W ten sposób w życiu jej nie znajdziemy.
- Jak nie będziesz, kurna, jechać to na pewno jej nie znajdziemy! – odparła Miyoko, zachowując typowe dla siebie opanowanie.
Tsuneari zacisnął zęby, ale nie podniósł głosu. Obrócił się przez ramię i spojrzał z niedowierzaniem na kobietę, która cały czas próbowała rozgryźć program w telefonie.
- Miyako może być już martwa, a ty cały czas wszystko olewasz. – wycedził. – Jasna cholera, nie rozumiesz, że potrzebujemy lepszego sprzętu niż komórka do namierzenia kogokolwiek!?
- To moja siostra, Tsu! – Miyoko podniosła głos. – A panika jej nie uratuje!
- Ale do jasnej cholery, nie widzisz, że nie wyśle żadnej wiadomości…!?
Ich kłótnię przerwał dzwonek mojego telefonu. Po sekundzie wrócili do wydzierania się na siebie, jakby to cokolwiek miało zmienić. Miyoko w końcu dawała upust nerwom o bliźniaczkę, a Tsu usiłował znaleźć jak najlepsze wyjście z tej sytuacji.
Nie widząc niczego mądrzejszego, wyjęłam telefon i odebrałam, nawet nie spoglądając na wyświetlacz.
- Halo, jesteś tam, Ichi? – głos Jun’a był zdecydowanie najmniej oczekiwanym.
- No jestem, ale to na serio nie jest dobry… - zaczęłam ze znużeniem, starając się mówić głośno, by „dyskusja” moich towarzyszy nie przeszkodziła w naszej rozmowie.
Jednak Jun ucieszył się, gdy usłyszał więcej głosów.
- Bogom dzięki, tak myślałem, że będziesz z nimi… - odetchnął z ulgą, a ja zmarszczyłam brwi i bardziej skupiłam się na rozmowie.
- Jun, o co chodzi?
- Długa historia, ale na sam początek powiem, że jesteśmy już w dro… Koichi, stul się w końcu i daj spokój Meijiemu… no więc jesteśmy już w drodze…
- Zamknijcie się w końcu! – wrzasnęłam na kłócących się obok towarzyszy.
Tsu i Miyoko spojrzeli po sobie krótko i gniewnie, ale po kilku oddechach wbili we mnie oczekujące spojrzenia.
- Dobra, Jun więcej szczegółów poproszę.
- Nie wiem jakim cudem, ale Miyako zaczęła wysyłać do Koichiego jakieś dziwne smsy. Dopiero po chwili Meiji ogarnął, że opisuje mijane punktu i wytycza trasę. Siedzieliśmy już w metrze i byliśmy w drodze powrotnej, ale przesiedliśmy się i kierujemy się we wskazane miejsce.
- Nie wierzę… - wydusiłam po chwili.
- Co jest? – spytał Tsu, a Miyoko chwyciła się za oparcie fotela, chcąc jak najwięcej usłyszeć z naszej rozmowy.
W słuchawce usłyszałam, że Meiji wyrywa telefon z dłoń Juna.
- Jesteście tam? Ichigo? – odchrząknął. – Dobra, nie mogłem wytrzymać tej jego gadaniny. Mamy koordynaty na Miyako. Nie mam pojęcia w coście się wpakowali, ale macie posiłki. Ostatnia wiadomość to „parking przy Arakawie, boisko do siatki”. Przekaż to Tsu, on będzie wiedzieć gdzie to jest. Spotykamy się z w barze kilka budynków dalej.
- Przyjęłam.
- Pośpieszcie się tylko. Bez odbioru.
Mężczyzna rozłączył się, a ja spojrzałam po towarzyszach wpatrujących się we mnie z narastającą ciekawością. Spojrzałam na wyświetlacz jeszcze raz, powtarzając w myślach adresy.
- No powiedz żesz w końcu o co chodzi. – jęknął Tsuneari, kładąc dłonie na kierownicy.
Uśmiechnęłam się tylko chytrze.
- Odpalaj silnik. Bar w Odai, niedaleko parkingu przy Arakawie.
Chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę przez sekundę, ale posłusznie odpalił auto i ruszył przed siebie. Miyoko tym razem zapięła pasy, uśmiechając się pod nosem.

- A nie mówiłam, że ona wszędzie napisze sms’y? – prychnęła rozbawiona pod nosem, ale w lusterku dostrzegłam, że jej brązowe oczy  zabłysły żądzą mordu. – Mamy ich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz