5 lutego 2015

Najpiękniejsze Chwile - cz. 3

Otwieram oczy i widzę sufit. Powoli docierają do mnie wydarzenia. Zaczęłam kaszleć. Krwią. Zemdlałam. Tetsuo pobiegł po pomoc.
To jest mój limit?
Czuję posmak krwi w ustach. Ciężko mi się oddycha.
Powoli się podnoszę i widzę, że ktoś trzyma moją dłoń. Nie ktoś z rodziny. Tetsuo. Tetsuo Hizaki. Oczy lekko zachodzą mi łzami. Ze wzruszenia. I wdzięczności.
    Patrzę na zegar. Dochodzi 10 rano. Pewnie czuwał nade mną całą noc i zasnął.
    - Arigatou, Tetsuo – mówię cicho. Sięgam wolną dłonią w kierunku jego włosów ale zahaczam o kabelki. Orientuję się, że mam aparaturę tlenową. Po chwilowym zdziwieniu – czemu w ogóle to mnie dziwi? - i przerażeniu delikatnie głaskam głowę Tetsuo. Mruknął coś przez sen, po czym niespodziewanie się obudził. Zadarł głowę i na mnie spojrzał. Najpierw zaspanym wzrokiem, potem wytrzeszczył oczy.
- Ohayo Tet… - rzucił się, by mnie przytulić. Miałam wrażenie, że płacze. – Nie płacz, przecież nic się takiego nie stało, głupku… - zaśmiałam się, wrzeszcząc coś w głębi duszy i pogłaskałam go po głowie.
- Keiko – Tetsuo złapał mnie za ramiona i odsunął. Spojrzał mi poważnie w oczy. – Dziś jest 29 maja. Od tamtego wieczoru się nie obudziłaś.
    Rozszerzyłam oczy. Straciłam 9 dni. 9  cholernie ważnych dni. Cholera.
- Co… co się przez ten czas ze mną działo?
- Lekarze bardzo szybko przyszli i wywalili mnie z sali. Po 2 godzinach pozwolili mi wejść. No i przez te 9 dni miałaś tą aparaturę i kroplówkę. Nie dawałaś znaku życia. – powiedział wyraźnie zmartwiony.
- A ty?
- Co ja? – zdziwił się. – Siedziałem przy tobie. – powiedział jak gdyby nigdy nic. Oczy znów rozszerzyły mi się ze zdziwienia. Po chwili po prostu je zamknęłam i pokręciłam głową. Tetsuo spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Keiko?
- Arigatou.
- Ha?
- Arigatou – powtórzyłam, uśmiechając się.
   Tetsuo odwrócił wzrok i lekko się zarumienił. Od razu jednak spoważniał.
- Keiko.
- Tak?
- Możesz swobodnie oddychać?
- Co? A, tak. Nie martw… - nie chcę go martwić. Tak naprawdę nie czuję praktycznie powietrza w płucach.
- Czyli możesz zdjąć tą aparaturę na chwilę?
   Nie odpowiedziałam. Po prostu to zrobiłam. Jakby lekarz się dowiedział, nazwałby mnie samobójcą. Spojrzałam na niego. Pewnie miałam to odciśnięte na twarzy.
- I co w związku z… - zaczęłam ale przerwałam. W tym samym momencie Tetsuo złapał mnie na nadgarstek i schylił się.
    Poczułam coś na ustach. Coś miękkiego, szorstkiego i bardzo ciepłego.
    Tetsuo właśnie mnie pocałował. Właśnie przeżyłam swój pierwszy pocałunek.
    Oboje mieliśmy zamknięte oczy więc kiedy się odsunął, otworzyliśmy je w tym samym momencie. Tetsuo się wyprostował.
- Keiko Tachibana, jestem w tobie zakochany. Wybacz mi
moje egoistyczne zachowanie. – ukłonił się i wyprostował oczekując mojej reakcji. A ja byłam zbyt oszołomiona. Siedziałam na skraju łóżka, zarumieniona i… szczęśliwa.
Walić, że nie mogę praktycznie oddychać. Walić, że osiągam limit. Walić to wszystko. Jestem taka szczęśliwa.
Uśmiechnęłam się pod nosem i powoli chwiejnie wstałam. Oparłam dłonie na jego ramionach, by zachować równowagę, zadarłam głowę ażeby spojrzeć mu w oczy. Każdy ruch sprawia mi teraz znaczną trudność.
- Kocham cię, Tetsuo Hizaki. – powiedziałam poważnie i stanęłam na palcach by cmoknąć go w policzek. Po tym odsunęłam się chwiejnie i szeroko się uśmiechnęłam.
   Tetsuo głęboko odetchnął. Ja usiadłam na łóżku.
- Ulżyło mi. Wiesz, myślałem, że zejdę.
    Zaśmiałam się i założyłam aparaturę. Na wszelki wypadek. Bo tlen się przydaje.
- Teraz przez to cię dłużej tu zatrzymają. A chciałem cię zabrać na randkę… - zaczął marudzić. Coś we mnie pękło. Poczułam łzy. Czyli nie wie. Nadal nie wie, że umrę.
- Ej! Keiko-chan! Nie płacz! Co ja znowu powiedziałem nie tak?
- Ty nic… To – zacięłam się. – Łzy radości – zmusiłam się by uśmiechnąć. Popatrzyłam na jego twarz. Przetłuszczone karmelowe włosy i zmęczone, podkrążone oczy. – Tetsuo?
- Tak?
- Czy od kiedy zemdlałam byłeś w domu?
- Nie.
- W ogóle!? – krzyknęłam zdumiona.
- W ogóle.
- Zwariowałeś!?
- Na twoim punkcie.
    Miałam coś krzyknąć, ale strzeliłam buraka. On tylko się zaśmiał. Co za dureń.
- Wiem, wiem. Mam teraz iść do domu i się ogarnąć, prawda?
    Przytaknęłam. Jeśli nie będzie go przez chwilę, uspokoję się. Na pewno.
- Masz moje pozwolenie żeby wyjść. Tylko mam prośbę.
- Do czego to dochodzi, że muszę mieć pozwolenie…
- Mam prośbę.
- Słucham?
- Masz wywołane nasze zdjęcie? Chciałabym dać je do tej pustej ramki. – wskazałam na oprawkę, stojącą od lat pustą.
- Dobra, nie ma sprawy. Będę za 2 godziny, Keiko-chan – uśmiechnął się i wyszedł.
    Uśmiechałam się jeszcze przez pewien czas. Potem uśmiech spełzł z mojej twarzy. Sięgnęła po kartkę i długopis. Zaczęłam pisać list.
    Kiedy skończyłam wbiłam pusty wzrok w sufit.
’’Został jej miesiąc życia.’’
    Miałam te słowa przed oczami od kiedy je usłyszałam. I prześladowały mnie przez ostatni miesiąc. Z czego straciłam 9 dni. 9 cennych dni życia. Życia, którego zostało mi tak mało. Które w każdym momencie ze mnie ulatywało.
   - Dlacze…? – zaczęłam ale do Sali wpadła Shizuku. Powoli skierowałam wzrok w jej stronę. Pusty wzrok.
   - Keiko-san, obudziłaś się! – wykrzyknęła, sapiąc. Coś marny ten szpital. – Ten przewrażliwiony idiota sobie poszedł i nikogo nie zawiadomił i… płaczesz? – zaczęła narzekać ale przestała.
   - Ha…? – dotknęłam policzka po którym spływała łza. Płakałam.
   Shizuku westchnęła. Tylko, że to nie było westchnienie typu ‘’znowu to samo’’ tylko pełne smutku ale zarazem zrozumienia. Przysiadła na moim łóżku i mocno, bez zbędnych słów, mnie przytuliła. Zaczęła głaskać mnie po włosach. Przez chwilę nadal miałam zamglony wzrok lecz po chwili płakałam jak dziecko. Również ją objęłam, szlochając.
- Posłuchaj mnie, drogie dziecko… - zaczęła Shizuku drżącym głosem. Najpewniej po jej twarzy też spływały łzy. – Od lat pracuję tutaj, gdzie trafiają często ludzie chorzy śmiertelnie. Dlatego weź głęboki wdech. – złapała mnie za ramiona i odsunęła. Ścisnęła je, zmuszając bym moimi czerwonymi oczami spojrzała w jej poważną, a zarazem smutną twarz. Uspokoiłam oddech. – A teraz pytaj lub opowiadaj. Wysłucham wszystkiego – od wyzwisk po żałosne lamenty.
    Usiadłam i przetarłam oczy ręką. Odłączyłam aparaturę.  Shizuku zignorowała to.
- Dlaczego… Dlaczego muszę umrzeć? – zaczęłam spokojnie. – To nie tak, że chcę żyć wiecznie tylko… dlaczego teraz? Teraz, kiedy najbardziej chcę żyć? – Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. – Dlaczego nie mogłam przeżyć ostatnich lat tak jak chciałam? Dlaczego moi rodzice mnie zostawili?! Dlaczego muszę być sama!!! – mój płacz przerodził się w histerię. Shizuku potrząsnęła moim ramieniem, lekko mnie uspokajając. Spojrzałam na nią.
- Dlaczego nie powiedziałaś Tetsuo, że… umieram? – odważyłam się na to pytanie. Choć to nie była odwaga – kiedy wiesz, że umrzesz takie uczucia przestają mieć znaczenie. Masz przed sobą tylko smutek i wszechogarniający strach. I bladą pustkę.
- ”Dlaczego?’’ się pytasz? – Shizuku patrzyła przez okno. Uśmiechnęła się delikatnie. – Ponieważ jesteś dobrą osobą i nie chciałaś go martwić, prawda?
    Opuściłam głowę i ścisnęłam kołdrę. Spadły 2 duże krople. Zaczęłam się śmiać.
- Nie chciałam go martwić, tak?! – śmiałam się. – Bo jestem dobra?! Ja? Ja jestem… jestem… – zaczęłam krzyczeć lecz w pewnym momencie przestałam. Opadłam na łóżko i zasłoniłam ramieniem oczy. Wzięłam głęboki oddech by mój głos nie drżał.  – Ja… jestem egoistką…
    Zaczęłam łkać. Bo miałam rację.
- Nie powiedziałam mu tego, bo nie chciałam by odszedł. Chciałam by został i w pewności, że przeżyję utrzymywał mnie przy życiu. Bym miała kogoś bliskiego, dla którego byłabym ważna…. Dla którego chciałabym walczyć… - ostatnie zdanie wypowiedziałam szeptem. Zakryłam oczy dłońmi i płakałam jak nigdy w życiu.
   Shizuku odczekała chwilę i nabrała powietrza by coś powiedzieć ale zrezygnowała. Pogłaskała mnie po włosach.
- Wiesz, Keiko… - zaczęła drżącym głosem. – Zawsze byłam pewna, że kiedy zaistnieje taka sytuacja jak teraz, nie będziesz płakać. Że po prostu blado się uśmiechniesz i spojrzysz za okno. Ne… Keiko… Dlaczego płaczesz?
    Spojrzałam na nią. Uśmiechała się smutno. Moje oczy rozszerzyły się, a ja podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Płaczę, bo... – zaczęłam uświadamiając sobie coś. Coś przy czym pękło mi serce. Zaczęłam nerwowo łapać oddech. – Bo… spełniło się… moje marzenie… Bo… mam kogoś… dla kogo… nie chcę… umierać… Bo… chcę żyć…
    Shizuku uśmiechnęła się do mnie smutno. Chciała bym zdała sobie sprawę, że to o co prosiłam, zostało mi dane. Że ktoś mnie pokochał i stałam się dla tego kogoś ważna.
- Shizuku… Błagam cię… Ratuj mnie… Nie chcę umierać… Nie chcę… zostawiać Tetsuo samego… Błagam, uratuj mnie…
     Pielęgniarka wstała. Popatrzyła się na mnie chłodno.
- Wiem, że to co teraz powiem zabrzmi okrutnie. – oświadczyła. – Nikt cię nie uratuje. Po prostu umrzesz. – spojrzałam na nią przerażona. Moje serce rozbryzgało się na miliony kawałków. Nie tego się spodziewałam. Po moich plecach przebiegł dreszcz. Prawda boli ale… - Nie mam serca powiedzieć ‘’Nie płacz, wszystko jakoś to będzie…’’ bo nie będzie. – Ale jest lepsza od słodkiego, naiwnego kłamstwa.
     Shizuku kiwnęła głową w moją stronę i zostawiła mnie samą. Płakałam. Płakałam jeszcze długo.
     W pewnym momencie przestałam. Może zabrakło mi sił. A może po prostu się odwodniłam.
     Shizuku stała w drzwiach. Jej krótkie, czekoladowe włosy opadały jej na twarz, przysłaniając ciemne oczy. Kiedy podniosłam twarz w jej kierunku, przestąpiła z nogi na nogę.
- Wiesz, Keiko… Nie chcę nic mówić, ale włącz lepiej aparaturę.
Wyglądasz jak wampir.
   Wiem to. Czuję to.
    A może już nie czuję.
    Moje oczy straciły barwę, a skóra jeszcze bardziej zbladła. Miodowe włosy były splątane, a końcówki zniszczone. Nie wiem ile teraz ważę, ale o dużo za mało. Koszula na mnie wisi. Ciężko mi się oddycha, a w ustach czuję metaliczny posmak.
    Zbliżam się do swojego ostatniego limitu niebezpiecznie szybko.
- Shizu… - zaczynam ale słysząc swój głos przestaję mówić. Jest taki cichy, mizerny, słaby. Drżącą ręką sięgam po list i podaję go pielęgniarce. Ona tylko kiwa głową w zrozumieniu i podłącza kroplówkę.
- Keiko-chan… Zostawię cię teraz samą. – mówi delikatnie. Słowa docierają do mnie jak zza ściany. – Lubię cię. Walcz.
    Kroki informują mnie, że wychodzi. Wbijam wzrok w okno. Wszystko dociera do mnie jak zza jakieś zasłony.
    Cholera.
    Tetsuo się spóźnia. Pośpiesz się, durniu. Błagam. Błagam. Błagam. Splatam mimowolnie dłonie przy ustach. Błagam.
    Już niczego więcej nie chcę. Mogę umrzeć. Mogę. Tylko niech zdąży. Niech przyjdzie. Chcę go objąć i przeprosić za kłamstwa. Powiedzieć, że jestem mu tak bardzo wdzięczna. Pożegnać się. Błagam. Błagam.
     Błagam.
~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~
    Słyszę bicie swojego serca. Jest ono nierównomierne i głośne. Roznosi się po całej mojej czaszce.
    Wdycham i wydycham powietrze ale to nic nie daje. To tak jakby w powietrzu nie było ani grama tlenu. Albo jakbym musiała oddychać jakimś innym gazem.
    Kręci mi się w głowie. Widzę dom. I podstawówkę. I pielęgniarkę. I drogę do kliniki usłaną wiśniami. I Tetsuo.
    Moje wspomnienia. Wszystkie. Co do jednego.
    Usiłuję nabrać powietrza, ale jest to bezsensowne. Chyba się uduszę. Płuca mnie bolą. W sumie… Wszystko mnie boli.
    Umieram?
    Nie chcę. Nie teraz.
    Niech zdąży. Na pewno. Zdąży.
    Oczy zachodzą mi mgłą, zawroty głowy się nasilają. Usiłuję oddychać bardziej łapczywie, ale braknie mi sił. Nie mam sił na nic. Mam wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu gwałtownie spada.
    Zimno mi. Bardzo zimno.
    Czuję, że moje ciało opada na poduszki. Nadal walczy o powietrze, a ja mam wrażenie jakbym się oddalała. Daleko i szybko. Tracę obraz, biały sufit, podwieszona paprotka i lapy, wszystko zmywa się w jeden jasny punkt. Słyszę jeszcze niewyraźny świergot ptaków za oknem.
   
Umieram.
     Ogarnia mnie strach. Ale po chwili zastępuje nim moje ostatnie myśli. Coś co zaprzątnie mi umysł tylko przez parę sekund.
     Tetsuo.
     No i w końcu nie zdążył. Jedyne co teraz żałuję to to, że ramka pozostała pusta. Ciekawe co zrobi? Może ją weźmie? A może ją zniszczy?
     Czuję, że kąciki moich ust wędrują do góry.
     Jakie to głupie. Nie martwię się tym, że odchodzę młodo. Że rodzice mnie zostawili. Tylko, że ramka została pusta niczym oznaka mojej samotności.
     Tylko, że to tylko symbol. A one zawsze kiedyś tracą lub zmieniają znaczenie. Mam Tetsuo. Opatrzność się nade mną zlitowała. Nie mogę powiedzieć, że żałuję, że go spotkałam. Bo to kłamstwo. Bo go kocham.
    Tylko, że to go zrani. Bardzo.
    Tracę kontakt z rzeczywistością.
   
Miałam dobre życie.
   
Ktoś otwiera zamaszyście drzwi.
    Sayonara, Tetsuo. Sayonara, Shizuku-san. Sayonara, minna.
- Keiko!!! – zarejestrowałam jeszcze. Chłopięcy głos. Głos, który jakby mnie utulił do snu.
   
Przyszedł.
  
Tylko to zdążyło mi przemknąć przez głowę.
   A potem było światło.
 ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz