4 lutego 2015

Najpiękniejsze Chwile - cz.2

    Otworzyłam oczy i mój wzrok skierował się na zegar. Dochodziła 830. Podniosłam się do pozycji pół siedzącej i powiedziałam słabo na głos:
- Zostało mi 29 dni. Cel na dziś: Dożyć jutra. Cel na miesiąc: zakpić z choroby i dożyć 20-stki.
    Po usłyszeniu na głos tych słów, zaczęłam płakać.
To takie żałosne. Dlaczego za każdym razem kiedy to do mnie dociera, płaczę?
    Przetarłam zamaszystym ruchem oczy i powoli wstałam po tacę ze śniadaniem. 3 onigiri. Normalnie ful wypas. Mimo tak skromnego, jeżeli chodzi o smaki, posiłku, wzięłam 2 onigiri. Chwiejnym krokiem podeszłam do okna i znów zaczęłam obserwować.
     Rozmyślałam o tamtym chłopaku ze wczoraj.
    Tetsuo Hizaki.
Co za dziwne imię. Dziwne imię wspaniałej osoby. Dawno nikt mnie nie rozweselał tak łatwo i naturalnie jak on. Nigdy nikt nie sprawił, że zapomniałam o chorobie. Tylko on. Tylko szkoda, że to ‘’do zobaczenia’’ to tylko tak z grzeczności. Naprawdę szkoda.
     Po nie określonym czasie spostrzegłam biegnącą wysoką postać z karmelową czupryną. Chłopak podniósł głowę i wbił we mnie wzrok. Ciemne oczy. Zaczął machać. Tetsuo Hizaki.
    Zeszłam z okna i dosłownie rzuciłam się na szczotkę do włosów. Nie mógł mnie zobaczyć w takim stanie. Znowu.
    Po kilku minutach ktoś zapukał do moich drzwi.
- To ja, Tetsuo Hizaki. Mogę wejść? – zawołał.
- Proszę – powiedziałam nadal zaskoczona. Byłam pewna, że myśl, że on idzie mnie odwiedzić jest tylko złudą, marzeniem. Wszystkie niepewności zniknęły kiedy zamaszyście otworzył drzwi. Wszedł do pokoju pewnym krokiem.
- Siema! – przywitał się i wyszczerzył.
- Cześć – również się przywitałam i słabo się
uśmiechnęłam. – Co cię tu sprowadza, Tetsuo-kun? Zapomniałeś czegoś? – zapytałam naturalnie. Tetsuo najpierw wytrzeszczył oczy zdziwiony, po czym przestał się uśmiechać. Posmutniał w sekundzie, spuścił głowę jak i wzrok.
- A. Załapałem. – powiedział pustym, zimnym głosem. Aż się wzdrygnęłam. Co powiedziałam nie tak? – Już sobie
idę. – ruszył w stronę drzwi. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Poczułam, że mam mokre oczy.
   Nie odchodź. Nie odchodź.
- Nie odchodź! – mój słaby krzyk rozniósł się po pokoju. Rzuciłam się w panice w stronę drzwi. Dlaczego tak bardzo się boję? Dlaczego tak bardzo mam ochotę płakać? Dlaczego?
    Poczułam, że spadam. Takie gwałtowne ruchy przestały być możliwe do wykonania kiedy skończyłam 13 lat. Moje oczy, jeszcze przed nagłym zamknięciem, zdążyłam zobaczyć jak Tetsuo się odwraca. Jak w jego oczach najpierw jest smutek. Potem zdziwienie. Na końcu strach.
   Znów nie poczułam upadku. Otworzyłam oczy. Moja ręka nadal była wyciągnięta do przodu. Złapał mnie. Znowu.
- Jesteś niepoczytalna, niezdaro – mruknął i postawił mnie w pozycji stojącej. Był wyższy. Patrzyłam na niego z zadartą głową.
- Przyszedłeś mnie odwiedzić… prawda? – zapytałam. Kiwnął głową. – Przepraszam. To… Nie chciałam by to tak zabrzmiało. Nikt… mnie nie odwiedza i…
- Daj spokój. Nie tłumacz się, bo mi głupio. Przyszedłem, bo obiecałem. A faceci muszą dotrzymać obietnic. – znów się wyszczerzył. Również się uśmiechnęłam i lekko zarumieniłam.
- Usiądziesz?
    Po kilku minutach gadaliśmy w najlepsze.
- A tak w ogóle… Ile jeszcze będziesz w szpitalu?
- Ja? – i dobrnęliśmy do tego trudnego pytania. A co mi tam. Ukryję moją chorobę. Może jeszcze przyjdzie. Może nie będę sama w ostatnich chwilach. Może… - Będę tu mniej niż miesiąc.
- O! Jak wyjdziesz ze szpitala to zabiorę cię gdzieś zgoda? Uczcijmy twoje wyzdrowienie! – Tetsuo ucieszył się to wiadomością. Uśmiechnęłam się mimowolnie. W kąciku oka zakręciła mi się łza. Zacisnęłam mocno zęby i mrugnęłam. – Wiesz, też często byłem w szpitalu. Ale raczej połamany niż chory. A ostatnio to…
   Tetsuo to bardzo gadatliwa osoba. Nie lubi ciszy. Jest otwarty. Miły. I chyba mnie polubił.
   Myślałam, że tacy ludzie są tylko w książkach. Tacy co pomagają pierwszej lepszej osobie. A potem znowu. I znowu.
   Poszedł dopiero po 20 kiedy pielęgniarki go wygoniły. Powiedział, że jutro też będzie jak tylko skończy lekcje.
   Tetsuo Hizaki. 195cm wzrostu. 85kg wagi. Urodzony 26 września. 17 lat. Gra w kosza, czyta książki, słucha rocka i gra na gitarze. Jest ode mnie młodszy o równy miesiąc. Jest osobą, którą raczej mogę nazwać
przyjacielem. I osobą, którą chcę nazwać kimś więcej.
~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~

- Jest 10 maja. Zostało mi 20 dni. Cel na dziś: dożyć jutra. – powtórzyłam te słowa już dziewiąty raz. Ale przestawały mieć dla mnie jakieś znaczenie. Od kiedy zaczął przychodzić do mnie Tetsuo. Od kiedy się w nim zakochałam.
   Przez te 10 dni był codziennie. I nie wie, że tak naprawdę umieram. Kiedy tylko dowiedział się, że uwielbiam czytać, na następny dzień przyniósł mi wszystkie tomy ‘’Gry o Tron’’.
    Sięgnęłam po drugi tom, zerkając na zegar. Dziesiąta. Tetsuo jest zazwyczaj około 16, kiedy to wróci ze szkoły, zje obiad i się ‘’pouczy’’. Uśmiechnęłam się i zaczęłam czytać.
     Po kilku godzinach, kiedy dochodziłam do końca książki, usłyszałam pukanie.
- Właź! – zawołałam szczerząc się. Był piątek. Może teraz siedzieć ile mu się żywnie podoba.
    Nadal nie wierzę, że mówię to tak naturalnie. I tak szczerze.
- No i to rozumiem! – wpadł do pokoju i przysiadł na krześle obok mojego szpitalnego łóżka. Wręczył mi kwiatka. Spojrzałam na niego, rumieniąc się lekko. – To tak żebyś zawsze się uśmiechała. – powiedział odwracając wzrok. Zawstydził się.
   Złapałam za łodygę czerwonej róży, obróciłam ją w palcach i położyłam na kołdrze.
- Opowiadaj.
- O czym?
- Co w szkole?
- Nudy.
- A oceny?
- Rozmawiasz ze mną jakbyś była moją matką! Dlaczego ciebie to tak interesuje?
- Od lat nie byłam w szkole, wię… - zacięłam się kiedy zaczęła kończyć zdanie. Zasłoniłam usta ręką. Szlag. Odwróciłam wzrok. Za bardzo się rozluźniłam. Szlag.
- Od… od lat? – powtórzył, wyraźnie zdziwiony. Lekko zmarszczył brwi.
- Tetsuo-kun… Nie rób takiej miny, to taki żarcik… No wiesz…
   Zbliżył swoją twarz do mojej wpatrując się w moje oczy. Poczułam, że mi gorąco. 
- Widzę w twoich oczach, że to nie żart. – powiedział śmiertelnie poważnie. – Od kiedy jesteś w szpitalu?
- Od… - zacięłam się, zastanawiając co powiedzieć. Prawdę? A jak zostanę przez to… sama? Westchnęłam, odwracając głowę. – Od kilku lat… Rehabilitacja… - znów brnę w kłamstwo. A co tam. Nie chcę być sama. Nie chcę. Nie chcę.
- Aaaa… Niech ci będzie. Ale skoro jesteś tu parę lat, a nie możesz wychodzić… to przeje***e, że się tak wyrażę – stwierdził. – Będę musiał zabrać cię w tyle ciekawych miejsc – dopowiedział i strzelił buraka. Zaczęłam się śmiać tylko po to by się nie rozbeczeć.
- Zgoda! – wykrzyknęłam i powstrzymałam łzy. Zdobyłam się na najszerszy uśmiech na jaki starczyło mi sił, czując, że od środka rozpadam się.
- A jeśli chodzi o poniedziałek… To… Wiesz… Ja gram… na gitarze no i… ten… w poniedziałek idę z nią na apel… chciałabyś… żebym ten… - Tetsuo zaczął się jąkać.
- Tak. Z chęcią wysłucham jak grasz – powiedziałam, uśmiechając się. Tetsuo strzelił buraka ponownie ale po chwili roześmiał się. Po chwili spoważniał.
- Keiko-chan.
- Słucham?
- Mam bardzo ważną prośbę.
- Słucham?
- Daj mi swój numer!
- XXX VVV XXX.
- Ej! Wolniej! Powtórz!
   Zaczęłam się śmiać.
- Keiko-chan! Żydzie! Powtórz!
- Dobra, dobra, więc…
  Tetsuo posiedział jeszcze godzinę, po czym przeprosił mówiąc, że odjedzie mu ostatni pociąg.  

~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ .  ~ . ~ . ~ . ~ . ~
   - 20 maja. Zostało mi… - przerwałam swój codzienny wywód. Miałam tego dość. Spojrzałam za okno. Padał deszcz. Westchnęłam. W takie dni zawsze myślałam o nie zbyt wesołych rzeczach. Sięgnęłam po notatnik.
    Od poniedziałku, 13 października, zaczęłam wszystko notować. To co robi dla mnie Tetsuo.
    Zaczęłam czytać:
‘’ 13. 05 poniedziałek
Tetsuo przyniós
ł gitarę. Zagrał jakiś rockowy kawałek i zaśpiewał. Nawet nauczył mnie parę chwytów. Zawsze chciałam grać na
gitarze =^.^=
14.05
Tetsuo przyniós
ł domowe ciasto upieczone przez jego rodzinę. Było tam napisane ‘’Powrotu do zdrowia!’’
15. 05
Tetsuo przyszed
ł do mnie z książkami. Ma w piątek test. Pomogłam mu trochę z matmą. Mam ścisły umysł.
16.05
Tetsuo przyniós
ł album ze zdjęciami z wycieczek za granicę. Sugoi.
17.05
Tetsuo przemyci
ł mnie na zewnątrz i uczył rzucać do kosza. Raz mi się udało ^^
18.05
Tetsuo przyniós
ł mi nowe książki.
19.05
Razem z Tetsuo jedli
śmy obento zrobione przez jego mamę. ’’
    
Za oknem strzelił piorun. Wzdrygnęłam się. Nie lubię deszczu. Sięgnęłam po ‘’Asassyn’a’’ i zagłębiłam się w lekturze…
   Po kilku godzinach, kiedy to skończyłam pierwszy tom, spojrzałam na zegar. Po 17. A Tetsuo nadal nie ma. W sumie
w taki deszcz nikt by nikogo nie odwiedził.
    Wstałam i usiadłam na parapecie okna. Mimo wczesnej godziny, przez burzowe chmury było już ciemno. Deszcz lał jak z cebra, co chwilę błyskało się i waliło grzmotami.
- Brakuje tylko jeszcze gradu – mruknęłam i oparłam czoło
o szybę. Bez Tetsuo było tu pusto. Cicho.
   To śmieszne. Przez tak krótki okres czasu związałam się z nim tak bardzo. Zakochałam się. Przez tyle czasu o miłości tylko czytałam. W wielu, wielu książkach, marząc o przeżyciu takiej wspaniałej miłości. Tylko marząc. A teraz, na sam koniec, dostałam to od Opatrzności tylko po to abym umierała smutna z opuszczania Tetsuo. I złamała mu serce.
- To niesprawiedliwe… - powiedziałam łamiącym głosem.
   Kiedy Tetsuo nie było, zaczynałam myśleć o tym wszystkim. O śmierci. – Dlaczego ja muszę być chora… Dlaczego ja muszę umrzeć… Dlaczego… Ekhe, ekhe, ekhe…
   Było ze mną coraz gorzej. Zaczynałam kaszleć. Jest źle. Bardzo źle. Dlaczego tak szybko?
   Całe życie byłam pozostawiona sama sobie. A teraz… Kiedy mam kogoś w kim jestem zakochana… Muszę odejść. Przynajmniej… Przynajmniej w ostatnich chwilach kogoś znalazłam.
    Obtarłam ręką oczy. Zostało mi tak mało. Tak mało. Nie chcę. Nie chcę.
- Nie chcę… - powiedziałam płacząc już na dobre. Ukryłam głowę w nogach i skuliłam się. Po jakimś czasie usłyszałam grad.
    Po jakiejś godzinie znów zaczęłam gapić się w okno. Nie mam zamiaru płakać od urodzenia aż do śmierci. To co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. W strugach deszczu zobaczyłam chłopaka o karmelowych włosach. Tetsuo Hizaki.
    Zerknęłam na zegar. Dochodzi 21. Ale o tej godzinie jest ostatni pociąg w stronę jego domu. Dlaczego on…?
    Po kilku minutach wbiegł do szpitalnego pokoju. Był cały mokry, włosy miał w nieładzie a grzywka obklejała mu oczy.  Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnęłam się do niego, a on tylko spuścił głowę.
- Przepraszam.
- Tetsuo… kun?
- Powiedziałem przepraszam!
    Wzdrygnęłam się. Dlaczego mnie przeprasza? Za co?
- Czy coś… coś się stało, Tetsuo-kun? Dlaczego mnie…
- Myślałaś, że nie przyjdę, prawda? – spuścił głowę jeszcze bardziej. – Siedziałaś przybita w oknie. Obiecałem, że będę wcześniej, a ja…
- Wystarczy! – Tetsuo podniósł głowę. Był zaskoczony. – Już… już wystarczy… Nie przepraszaj mnie… - poczułam, że płaczę. Trafił w sedno. Tak bardzo się bałam, że nie przyjdzie. Że nie wróci. Nigdy.
   Po chwili poczułam, że mnie przytula. Mocno mnie objął. Był jednocześnie zimny i ciepły. Po chwili zdezorientowania, też go objęłam.
- Przepraszam, że cię zmartwiłem. – powiedział cicho. 
- Nic się nie stało.
- Przeze mnie płaczesz.
- Ja już tak mam, ekhe. Po prostu – braknie mi słów. – po prostu nie chciałam być znowu sama…ekhe, ekhe… Nie chcę… - Coraz bardziej zaczynam płakać. – Nie chcę – zaczynam szlochać.
   Tetsuo nadal mocno mnie obejmuje i zaczyna głaskać po głowie.
- Tetsuo… Obiecaj, że mnie… ekhe, ekhe… nie zostawisz, ekhe! – mój kaszel zaczął wzbierać na sile. Brak mi powietrza w płucach, ale kończę swoją prośbę. – mnie samej.
    Dostałam teraz naprawdę groźnego napadu kaszlu. Odpycham Tetsuo i osuwam się na kolana, zasłaniam usta rękoma, nadal kaszląc. Tetsuo od razu przy mnie kuca.
- Keiko? Żyjesz? – kładzie swoją dłoń na moim ramieniu. Jest spokojny. Nie wpadł w panikę.
     Czuję coś mokrego na dłoni. Krew.
     Tetsuo też to spostrzega. Patrzy się na mnie przerażonym wzrokiem.
- Keiko!!! – wykrzykuje bezsilnie moje imię. Po chwili wahania zrywa się na równe nogi i wybiega z sali, zahaczając po drodze o framugę drzwi.
   Zostawia mnie?
   Nie. Słyszę jego krzyk. Woła o pomoc. O pomoc dla mnie.
   Brakuje mi powietrza. Tracę kontakt z rzeczywistością. Mdleję. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz