Siedzę na jednym z krzeseł na korytarzu. Głowę mam odchyloną
do tyłu, a oczy zakryłem ramieniem. Oddychałem głęboko, czekając.
Doskonale wiem, że będą ją reanimować.
Gdzieś w sercu tli się nadzieja. Nie ważne co bym sobie wmawiał, nadzieja nie zniknie.
Zawsze będzie się tlić. Wiem, że to nic nie da. Widziałem jak odchodzi. Chyba
widziałem.
Ktoś siada koło mnie. Nie reaguję.
Siedzimy tak kilka minut w całkowitej ciszy. Obecność kogoś innego lekko mnie
przytłacza. Odsłaniam lekko oczy. Shirokawa Shizuku.
- Konichiwa, Shirokawa-san. – mówię jak gdyby nigdy nic.
- Tak, tak… Mógłbyś po imieniu? Czuję się stara. – odpowiada. Zauważam, że
siedzi pochylona, lekko zgarbiona. Znów zapada cisza.
- Jeśli chcesz mnie jakoś pocieszyć to nie trzeba – mówię w końcu. – Dam sobie
radę. – podnoszę się i trę kark. Shizuku-san obserwuje mnie bacznym wzrokiem.
- Nie miałam zamiaru pocieszać. Jestem w tym beznadziejna. – prycha. Ma lekko podkrążone,
zaczerwienione oczy. – Chodziło mi raczej o rozmowę.
- No, Shizuku-san… Rozmawiamy. I? – rzucam opryskliwie. Nie wiem kiedy się tak
zdenerwowałem. Powinienem być milszy dla osoby, która jako jedyna bezproblemowo
przepuszczała mnie przez recepcję.
- Widziałeś ją?
Zamieram w osłupieniu. Powoli
przekręcam głowę w jej stronę. Nie śniło mi się to? I dlaczego ona to wie? Skąd…?
- Nie patrz na mnie jak na jakąś wariatkę. – odpowiada na mój zdziwiony wzrok
zmieszany z przerażeniem. – Doskonale wiem, że gdyby ci się nie pokazała, nie
pogodziłbyś się z tym tak łatwo. – dodaje.
Shizuku Shirokawa. Ciekawa z niej
osoba. Nie wiem ile ma lat ale na pewno koło 30, choć nie wygląda. Keiko
mówiła, że pracuje tu od paru lat, a przecież wcześniej musiała skończyć studia.
Jest ode mnie niższa, na oko ok. 160cm. Wzrost typowego Japończyka. Ma brązowe
oczy i lekko falowane czekoladowe włosy, które zawsze upina w kok. Nie
rozmawiałem z nią dużo, ale jej charakter wydaje się na pierwszy rzut oka na
niezbyt przyjazny. Jest opryskliwa, złośliwa, robi to co uważa za słuszne… ale
doskonale rozumie ludzkie uczucia. Czasem nawet nie zwracała na mnie zbytniej
uwagi tylko rozglądała się czy nie ma nikogo ważnego i machała na mnie ręką.
Jestem jej za to dozgonnie wdzięczny.
Ciekawe czy wyszła za mąż. Nie ma
obrączki.
Spuściłem głowę. Ma rację. Gdyby
Keiko się do mnie nie odezwała, zrobiłbym coś głupiego. Albo bym oszalał.
- Skąd to wiesz? – spytałem.
- Z doświadczenia. – odparła. Spojrzałem na nią z zaciekawieniem. Gapiła się w
sufit pustym wzrokiem. Po chwili się uśmiechnęła.
- W sumie… Nie mogę powiedzieć, że to długa historia. – parsknęła. Rzuciła
wzrokiem na krzesło obok więc usiadłem.
Nie dziwię się, że Keiko ją lubiła. Shizuku-san ma w sobie coś co przyciąga
ludzi. Mimo zachowania.
- Podczas studiów wyszłam za mąż. Znałam
się z nim już długo od czasów gimnazjum. Krótko po zakończeniu studiów, kiedy
już planowaliśmy wspólną przyszłość, miał wypadek. Został przywieziony tutaj.
Wkrótce potem zmarł. A dalej było tak jak z tobą. – spojrzała na mnie.
Opowiedziała ogólnikami, wcale nie dlatego, że nie chciała. Tylko dlatego, że
każde wspomnienie sprawiało jej ogromny ból.
- Przykro mi, Shizuku-san…
- Nie ma potrzeby. To było już parę lat temu.
- Ne, Shizuku-san…
- Słucham, Tetsu.
- Dlaczego to tak bardzo boli? – wypowiadając te słowa, poczułem coś mokrego w
kącikach oczu. Pielęgniarka westchnęła. Oboje patrzyliśmy w sufit.
- Bo była prawdziwa.
Nie powiedziała co, ale i tak wiem o
co jej chodziło.
W sumie, byliśmy podobni. Oboje
straciliśmy ukochaną osobę, nie mając szansy obronienia jej. Siedzieliśmy
jeszcze kilka minut. Shizuku znowu podjęła rozmowę.
- Keiko… - zaczęła nie pewnie. – Keiko była dobrą osobą.
- Tak… - potwierdziłem nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Mówiłem, że nie chcę
pocieszenia. – Wiesz… - zacząłem ale przestałem
w połowie. Po policzkach Shizuku spływały łzy. 0
- Bardzo dobrą osobą… - powiedziała i ukryła twarz w dłoniach. No tak. Nie
tylko ja się z nią zżyłem. Sięgnąłem nie pewnie w jej stronę i poklepałem
niepewnie po ramieniu.
- Przepraszam – powiedziała cicho. – Miałam cię pocieszać a sama… - zaczęła ale
przerwała w pewnym momencie. Wyprostowała się, choć po jej policzkach ciekły
powoli łzy. Sięgnęła do kieszeni i podała mi kopertę. Spojrzałem pytająco ale
przeczytałem to co było na niej. Wszędzie rozpoznałbym to pismo. Wszędzie.
Zerwałem się na równe nogi. Shizuku
się uśmiechnęła. Ukłoniłem się, głośno dziękując i pobiegłem w stronę schodów.
Nie wiem czy tylko mi się wydawało, ale mógłbym przysiąc, że słyszałem śmiech.
Zbiegałem drogą usnutą płatkami wiśni. Był koniec maja, wszystko powoli
przekwitało. Biegłem tak szybko jak tylko mogłem. Zipałem ale mimo wszystko biegłem. Prawie
wpadłem na jakąś grupkę ludzi.
Wyhamowałem gwałtownie koło tej wiśni
przy której ją spotkałem. Spojrzałem na koronę drzewa. Podszedłem do pnia i
usiadłem, opierając się o nie. Obróciłem w palcach parę razy kopertę. Wziąłem
głęboki oddech i wyciągnąłem list.
Drogi Tetsuo!
Jeśli to czytasz znaczy, że sama nie zdążyłam ci tego powiedzieć.
Na samym początku muszę cię przeprosić. Nic więcej nie jestem w stanie zrobić niż
tylko przeprosić.
Na samym początku muszę wyjaśnić ci wszystko. W 2 klasie podstawówki wykryli u
mnie jakąś rzadką chorobę, powodującą niedowagę, osłabienie organizmu. Moi
rodzice przykuli mnie do szpitalnego łóżka, a sami nie mając już obciążenia,
rozkręcali biznes za granicą. Na początku jeszcze czasem mnie odwiedzali, teraz
przesyłali tylko pieniądze.
Jeśli chodzi o chorobę… Powinnam dożyć 20-stki. Tylko mój organizm nie dawał
rady. W dniu w którym się poznaliśmy dowiedziałam się, że został mi miesiąc
życia.
Jestem ci wdzięczna. Za to, że się do mnie odezwałeś. I pomogłeś choć byliśmy
dla siebie obcy. Naprawdę nie wiem jak wyrazić w słowach moją wdzięczność.
Jeśli chodzi natomiast o wszystko. Przepraszam za trzymanie cię w niewiedzy.
Wybacz mi. To nie dlatego, że chciałam cię chronić. Chroniła siebie. To było z
egoizmu. Nie chciałam być sama w tych ostatnich chwilach. Później chciałam ci
to powiedzieć, ale… nie byłam w stanie.
Proszę nie znienawidź mnie za to.
Teraz muszę ci podziękować za wszystko dosłownie. Za to, że wyciągnąłeś do mnie
pomocną dłoń. Za uśmiech. Za odwiedziny. Za książki. Za śmiech. Za rozmowy. Za
opowieści. Za zagranie mi na gitarze. Za pokazanie mi gry w koszykówkę. Za
martwienie się o mnie. Za to, że mnie kochałeś. Za to, że ja mogłam pokochać ciebie.
Arigatou.
I na sam koniec mam do ciebie 2 prośby.
Po pierwsze: Nie rozpaczaj za mną. Bo jeśli tak… To po drugiej stronie pęknie
mi serce. Proszę…
Jeśli chodzi o drugą prośbę… ona jest samolubna.
Nie zapomnij mnie.
Kocham cię.
Keiko Tachibana
List się skończył. Nie był jakoś długi,
choć miałem wrażenie, że czytałem go w nieskończoność. Zawarła w nim to co mnie
dręczyło. Bardzo dobrze mnie poznała.
- Dziękuję, że mogłem ją spotkać. – szepnąłem. – Dziękuję, że mogłem ją pokochać.
Spojrzałem na niebo przez gałęzie
wiśni. Zerwał się delikatny wiatr i rozwiał mi lekko włosy, które i tak były w
nieładzie.
Choć pokochanie jej sprawiło mi dużo bólu, nie żałuję tego.
Nie zapomnę cię. Obiecuję.
- Sayonara, Keiko. Aishiteru.
Po mojej twarzy spływały łzy.
Uśmiechałem się.
KONIEC
~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~ . ~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz